wtorek, 8 lutego 2011

11.02.08 Krolewska kolacja

Dzis mamy niespodzianke kulturalna, ale jaka!


Otoz bylismy ostatnio w Albie, ktora jak wiadomo, slynie przede wszystkim z Fiera del Tartufo - targow trufli (chodzi oczywiscie o grzyby...:) Wybralismy sie tam ostatnio na wycieczke, zeby podziwiac najbardziej znane wloskie winnice (oj, jak je opiszemy... co to bylo za przezycie!!!). Podroz zaczelismy jednak od Alby, gdzie m. in. znajduje sie informacja tusrystyczna na caly region. Z trufla spotkalismy sie juz w Toskani, bo przywiezlismy stamtad crostino al tartufo bianco, o ktorym czytaliscie tutaj. 



Ja troche bylem niezadowolony, ze mielismy tam zajechac teraz, bo targi trufli odbywaja sie na jesien. Pomyslalem jednak, ze coz - przynajmniej bede w slynnym miasteczku mial zdjecie z jakas trufla z wystawy. Otoz nie! Okazalo sie, ze nawet w niedziele dziala tam kilka sklepow, ktore trufle sprzedaja nawet teraz! Ewa miala ogromne obawy, ale ja nie mialem zadnych watpliwosci - trufle kupilem od razu! Po wczorajszej kolacji nie zaluje nawet Ewa :)



Trufle znane byly juz w Starozytnosci, zbierane sa juz od ponad 3600 lat. Sa to rosnace pod ziemia grzybymajace ksztalt bulwy otoczonej chropowata skorka. Rozroznia sie kilka rodzajow - biale, czarne oraz te najbardziej poszukiwana i najbardziej cenna - biala trufle piemoncka! To o nia bija sie kolekcjonerzy z calego swiata, ktorzy potrafia zaplacic za nia ogormne sumy - okolo 30 tys dolarow za sztuke. Urywek aukcji, na korej sie je sprzedaje mozecie zobaczyc na krotkim filmiku, ktory nakrecilismy w zamku Grinzane Cavour (o nim te jeszcze bedzie). Jesli chcecie, zerknijcie tez na zadowolone miny zwyciezcow (aukcji o grzyba za 30 tys. dol.) na oficjalnej stronie targow. Trufle maja charakterystyczny zapach i aromat, sa przyprawa do wykwinnych dan. Za truflami przepada podobno Gérard Dépardieu, ktorego mozna tu wtedy spotkac (podobno tez licytuje ;). 


Nasza wykwintna kolacja bylo wczoraj risotto al tartufo bianco. Nie jest to najtansza potrawa, ale naprawde wyborna. Przygotowuje sie ja naprawde prosto. 



Na oliwie i masle podsmazacie cebulke. Potem dodajecie ryz, ktory podpiekacie prze ok 2 min. na duzyl ogniu. Dolewacie biale wytrawne wino, ktore powinno prawie calkiem wyparowac pozostawiajac aromat. Zmniejszacie ogien i do ryzu dolewacie rosol tak, zeby "namoczyc" cala potrawe, ale zeby nie bylo go wiecej niz ryzu z cebula. Mieszacie, zeby sie nie przypalilo. Gdy rosol wyparuje, znowu dolewacie, mieszacie i tak dolewacie dotad, az ryz bedzie al dente. Wtedy dajecie kapke wina, dodajecie smietane, troszke masla, szafran i starty parmezan. Mieszacie calosc - powinna miec kremowa konsystencje, ale nie takiej papki tylko oddzielnych ziarenek ryzu polaczonych aromatycznym kremem. Na sam koniec dodajecie cieniutko starta (najlepiej na specjalnej tareczce do trufli.... ;) trufle. Podajecie z  odrobina trufli i parmezanem na wierzchu. Najlpiej smakuje z bialym wytrawnym winem. Mowie wam, aboslutna rewelacja, smaku trufli nie da sie z niczym pomylic. 



Mysle, ze w Polsce ciezko dostac trufle. Moze jest w Almie? jak nie, to znalazlem sklep, ktory sprzedaje wyroby z trufli a podobno nawet sama trufle :) Jesli byscie sie zdecydowali nie pomincie faktu wyboru metody, wedlug jakiej postanowicie trufle przechowywac. Ogolnie trzymac ja mozna ok. tygodnia. Jesli jest spora i nie zjecie jej od razu mozna ja zasmazyc-zamarynowac w oliwie, wtedy wytrzyma okolo miesiaca. W kazdym wypadku trzeba ja trzymac w papierze-chusteczce (cos jak reczniczek kuchenny) w hermetycznym opakowaniu (inaczej straci cenny aromat!!!) i trzeba ja codziennie przewijac... :) Mozna tez trzymac ja w ziarenkach ryzu - zawsze jednak w lodowce. Sa zwolennicy i przeciwnicy kazdej z metod, ogolnie chodzi o to, zeby sposob jej przechowywania wydobywal z pudelka wilgoc, ale pozostawil aromat. Ja trzymam trufle w ryzu - pozniej sie go oczywiscie nie wyrzuca, bo przechodzi on boskim aromatem i wychodza z niego podobno najlepsze risotta. Jakby co trufli sie nie myje :) Oczyszcza sie ja tylko z ziemi specjana (nie za miekka, ale tez nie za twarda) szczoteczka do trufli. Smacznego!


A Wy jedliscie kiedys trufle? Co o nich myslicie? Macie ochote ich sprobowac?? Jest w Was troche z Dépardieu? ;p

poniedziałek, 7 lutego 2011

11.02.07 Rivoli - klasyka z nowoczesnoscia

Sluchajcie, u nas wiosna :) Wczoraj bylo 20°C w cieniu, nie wiemy ile w sloncu. W kazdym badz razie duzo - chcielismy sie troche wygrzac, ale troche sie spieklismy i wieczorem zalowalismy, ze nie wzielismy kremu do opalania :)

Otoz jako ze pogoda jest osatnio coraz ladniejsza, zaczelismy sie powoli interesowac piemonckimi zamkami. Rezydencje sabaudzkie to kompleks budowli nalezacych do rodu Sabaudow, ktory od XV wieku rzadzil zjednoczonym Ksiestwem Sabaudii-Piemontu. Sabaudia miala swoja stolice w Nicei a Piemont w Turynie. Cale ksiestwo nalezalo do Krolestwa Sardynii. W zwiazku z powstaniem ksiestwa rozpoczela sie tez przebudowa sredniowiecznych zamkow i budowa nowych rezydencji. Caly kompleks zostal w 1997 roku wpisany na liste swiatowego dziedzictwa UNESCO.

Troche juz rezydencji Sabaudow "zwiedziliscie" :) Byliscie juz kilkakrotnie w bazylice di Superga - pisalismy juz o niej kilka razy, wrocimy tam jeszcze, zeby zwiedzic jej kopule oraz groby wladcow sabaudzkich.  Poza tym bylismy juz w Castello del Valentino i w Venaria Reale (a raczej w krolewskiej posiadlosci, zamek bedziemy dopiero zwiedzac). Dzisiaj zapraszamy do Rivoli!


Pojechalismy tam bez zadnego przygotowania, zajechalismy bo przejezdzalismy w poblizu i tak naprawde nie mielismy bardzo ochoty na zwiedzanie zamku. W srodku okazalo sie jednak, ze w tym zamku z X wieku od 1984 roku znajduje sie jedno z trzech muzeow sztuki wspolczesnej Piemontu (pozostale dwa - Galleria Civica d'Arte Moderna i nowoczesne Museo d'Arte Orientalne - sztuki Wschodu znajduja sie w Turynie). 

Zamek jest przepieknie odrestaurowany, ale zamiast zwiedzac go klasycznie - wnetrza i przedmioty dynastii, oglada sie glownie dziela tworcow wspolecznych. Ku naszemu ogromnemu zdziwnieniu kolejne sale  (kompleks sal to dlugi prostokat, ktory zaczyna sie zwiedzac od krotszego boku i idac do kolejnych sal ma sie wrazenie zanurzania w kolejne etapy wtajemniczenia) podejmuja jednak dialog pomiedzy historia i wspolczesnoscia: Artysci wkomponowywali swoje dziela w odrestaurowane w kalsyczny sposob wnetrza sal. Jednym slowem - jesli bedziecie w Piemoncie musicie odwiedzic to miejsce. Aha! Przygotujcie sie, ze prakycznie w zadnym wloskim muzeum a juz w Rivoli szczegolnie nie mozna robic zdjec. Ja sie troche skradalem, zeby Was zachecic do odwiedzenia tego muzeum takze wizualnie, ale o tym ciiiiiszaaaa ;)


Rezydenckie sabaudzkie, maja swoja strone internetowa. Tu znajdziecie krotka informacje na wspolnej stronie a tutaj strone zamku. 

Teraz najprzyjemniejszy moment :) Rozwiazanie naszego konkursu! W losowaniu wzielo udzial 12 Czytelniczek (hej, hej - co jest Panowie????): Margarethe, Magda, Monika, Laura, Aga z Malborka, Kinga z Krakowa, Superrandka, pazerna na nagrody Sara K., Karinka, Basia, Dolatka i Lucyna. Z przyjemnoscia informujemy, ze nagroda niespodzianka powedruje do.... Krakowa :) Gratulujemy Kindze! (yhm..., czy przez przypadek nie wygralas ostatnio takze konkursu u Malgosi??!)

Nasze dwuosobowe Jury przyznalo tez nagrody specjalne - sloneczne kartki z naszej slonecznej i cieplej juz Italii dla wszystkich Uczestniczek :) Przeslijscie swoje adresy na maila: jaworskimi(at)gmail.com Wszystkim serdecznie gratulujemy! Mamy nadzieje, ze z nami pozostaniecie! Dziekujemy za wszystkie wskazowki i komentarze, zachecaja nas one do tego, zeby kontynuowac. Wierzcie, ze jeden post dziennie przez rok to... duzo :) Z przyjemnoscia bedziemy kontynuowac, powiem wiecej - przyszla wiosna, teraz sie dopiero zacznie! Wracajcie czesto i polecajcie nas innym :)


niedziela, 6 lutego 2011

11.02.06 Susa - przez przypadek a jednak!

Mielismy sie w zeszly weekend wybrac na chwilke do Francji, zeby spotkac sie z naszym kolega pilotem na jego pierwszym pilockim wyjezdzie z grupa na narty. Jako ze dzielilo nas zaledwie 97 kilometrow, postanowilismy sie spotkac. I wszystko byloby dobrze - przygotowalismy sie na podroz przez gory, kupilismy nawet lancuchy na wszelki wypadek, gdyby nagle na normalnie dobrze odsniezonych gorskich drogach spadl snieg ... Przed samym wjazdem w gory (w Susie) okazalo sie jednak, ze moze drogi sa dobrze odsniezone, ale... niektorych sie w ogole nie odsnieza, tylko sie je na zime zamyka.... i ze trzeba jechac inna trasa. I zamiast 97 kilometrow wyszloby 150 km. oraz jedyne 45 euro wiecej (autostrada plus przejazd za laczacy Wlochy i Francje pod gorami i autostrada tunel Frejus, dlugosci 12 kilometrow, za kory  trzeba zaplacic 30 euro...).


Nie zwiedzilismy wiec Francji ani nie zobaczylismy sie z kolega, ale skoro juz znalezlismy sie w Susie, postanowilismy zobaczyc wlasnie ja! Miasteczko w stylu wloskim - dosc urocze ale tylez samo zaniedbane. Slynie przede wszystkim z pozostalosci po Imperium Rzymskim. 

Suse juz znacie z naszego blogu - to tam kupilismy slynna specjalnosc, susanska focaccie na slodko.... Przy tym samym placu znajduje sie katedra San Giusto. Na centralnej scianie katedry oraz w wieze po jej bokach dobrze zachowaly sie male okienka, kotre sluzyly obronie militarnej calej budowli. W jej wnetrzu znajduje sie poliptyk z ok. 1500 roku przypisywany Bergognonemu (malarz wloskiego Renesansu reprezentujacy szkole lombardzka z przelomu XV i XVI wieku) oraz flamandzki tryptyk z XIV w. reprezentujacy Madonne ze swietymi. 


Pozniej udalismy sie na spacer po pozostalosciach murow z czasow rzymskich. Do glownych pamiatek z tamtego okresu naleza przesla akweduktu, fragmenty amfiteatru oraz monumentalna rzymska Porta Savoia z IV w. (w centrum kolazu nad tekstem), ktora zostala przebudowana w Sredniowieczu. akze wiekszosc historycznego centrum miasta pochodzi z Wiekow Srednich. Po drodze do amfiteatru mozna zobaczyc zamek hrabiny Adelajdy z XI w. W poludniowej czesci miasta, niedaleko amfiteatru (kolaz pod spodem) wznosi sie gotycki kosciol San Francesco, otoczony sredniowiecznymi domami, w ktorym mozna podziwiac piekne, choc niestety bardzo zniszczone, freski. 


Spacer rzymskimi murami jest bardzo przyjemny. My niestety (moze stety??) trafilismy na kipska pogode (pierwszy raz we wloszech zwiedzalismy miasteczko, w ktorym padal snieg, jakies dwa tygodnie sniegu bylo tez troche w Turynie, inaczej, jak pisalismy, jest on "na zamowienie" - jak sie pojedzie w gory:), ale w sloneczny dzien na pewno mozna sie tam przeniesc myslami do rzymskiego miasta lub na plan Gladiatorow ;) Ewa caly czas przypminala sobie Asterixa i Obelixa :)


W Susie zachowal sie tez Luk Augusta, wzniesiony w 8 r. p.n.e. na pamiatke ukladu zawartego miedzy lokalnym wodzem Galow a cesarzem Augustem. Luk zostal wykuy w bialym marmurze. W jego konstrukcji dostrzec mozna wglebienia, dzieki ktorym niewolnicy mogli przetransportowac ogromne bloki z kamienia. To za Augusta po raz pierwszy Rzymianie przejeli calkowita kontrole nad terenami dzisiejszego Piemontu. Na pamiatke czasow rzymskich na jednym ze skwerow wzniesiono Augustowi nawet pomnik, a pozniej zaprojektowano tam maly Parco delle Rimembranze ;) W calym miescie gdzieniegdzie odpada tynk, czieki czemu wszedzie widac skrawki starozytnych murow, freski, malowidla...


Jednym slowem, gdybyscie kiedys jechali z Piemontu do Wloch nie placcie kolosalnych sum za Frejus tylko zrobcie sobie przystanek w Susie i pojedzcie przez gory :) My mamy nadzieje jeszcze kiedys tam wrcocic, bo trasa jest podobno przepiekna! Jak wrocimy, napiszemy :) jakbyscie dotarli tam wczesniej, to sie podzielcie wrazeniami :))

Pamietajcie, ze jutro konczy sie nasz KONKURS! Ktos ie jeszcze nie przedstawil i nie ujawnil ma ostatnia szanse :) Najlepiej uczynic to w komentarzach. Wiecie jak sie je zamieszcza?

Klikacie w "komentarz" pod postem, piszecie Wasz komentarz a potem na "Wybierz profil". Do zostawienia komentarza mozecie uzyc Waszego konta na gmailu a jesli go nie macie, kliknijcie po prostu na Anonim (wtedy podpisujcie sie prosze na koncu komentarza). Potem juz tylko klikacie na "Zamiesc komentarz"! :) Prawda, ze proste? Zachecamy Was do dyskusji!!

W poniedzialkowym poscie oglosimy Zwyciezce! jury bedzie losowac jutro o polnocy :)) Ciao!

sobota, 5 lutego 2011

11.02.05 Wloski to nie tylko jezyk...To takze sztuka gestykulacji:)

Wlocha poznasz po gestykulacji. I choc ci z polnocy gestykuluja zdecydowanie mniej niz ci z poludnia, to i tak mieszkajac w Turynie szybko nauczylismy sie odczytywac mowe ciala. Dzis juz sami swiadomie wysylamy pewne sygnaly:) Wlosi uzywaja jezyka ciala i gestow by akcentowac slowa i nadac im odpowiednie znaczenie, ktorego czasem nie mozna wyrazic wylacznie ustnie. 

Postanowilismy zaprezentowac Wam kilka najbardziej popularnych gestow, ktore mozecie zaobserwowac, podrozujac po Wloszech. Pamietajcie jednak, ze tak jak dialekty, tak i gesty moga miec rozne znaczenie w roznych regionach. Moze wiec na poczatku warto popatrzec, co "mowia" tubylcy, zanim samemu sie zacznie pokazywac...:) Zobaczcie sami!











Pamietajcie, ze do niedzieli trwa nasz KONKURS! Pora sie poznac! Chcielibysmy, zebyscie sie wszyscy przedstawili i ujawnili :) Najlepiej uczynic to w komentarzach. Wiecie jak sie je zamieszcza?

Klikacie w "komentarz" pod postem, piszecie Wasz komentarz a potem na "Wybierz profil". Do zostawienia komentarza mozecie uzyc Waszego konta na gmailu a jesli go nie macie, kliknijcie po prostu na Anonim (wtedy podpisujcie sie prosze na koncu komentarza). Potem juz tylko klikacie na "Zamiesc komentarz"! :) Prawda, ze proste? Zachecamy Was do dyskusji!!

Kazdy kto do niedzieli zostawi swoj komentarz lub "zaobserwuje bloga" (to sie robi po prawej, tylko za pomoca konta Google) wezmie udzial w losowaniu nagrody niespodzianki! A warto, bo slyszelismy, ze do Polski (na przyklad ;) wrocila znow zima, fajnie by sie ogrzac popijajac.... a co to juz powie nam w komentarzu Zwyciezca!



piątek, 4 lutego 2011

11.02.04 Turyn stolica mody?



Tak! Do konca lat 60tych to Turyn byl stolica mody! Kto tam wtedy slyszal o Mediolanie!:) Lata swietnosci turynskich projektantow przypadaly na poczatek XX wieku. Palazzo della Moda (Palac Mody) i Salone Internazionale dell'Abigliamento (Miedzynarodowy Salon Ubioru) przyciagaly dziennikarzy i projektantow mody z calego swiata. Ale zamilowanie do mody siega w Turynie duzo dalej. W XVII wieku wytwarzanu tu najlepszy piemocki jedwab, zas w XIX wieku w Turynie bylo mnostwo krawieckich atelier, ktore przekazywaly Wlochom nowinki z Paryza:) Kreacje noszone przez damy turynskie byly skrupulatnie opisywane w zurnalach takich jak np. "Il Venerdi della Contessa" (Piatek hrabiny).
 


Krawcowe z takich turynskich atelier mody nie byly nazywane krawcowymi. Pewnie bylaby to dla nich zniewaga:) Nazywano je z francuska "Caterinette", od sw. Katarzyny, patronki krawcow i studentow. Swieta obejmowala swoim patronatem te dwie grupy nie bez kozery: czesto zawiazywaly sie miedzy nimi przyjaznie, a nawet dochodzilo o slubow. O takim zwiazku opowiada komedia "Addio Giovinezza" (Zegnaj mlodosci!), historia molosci studenta Mario i krawcowej Doriny, ktora doczekala sie 4 wersji filmowych. 



Czasy swietnosci turynskiej mody przypomniala wystawa "Moda negli anni venti. Il guardaroba di una signora torinese" (Moda w latach 20tych. Garderoba turynskiej pani). Niestety przyjechalismy do Turynu, jak sie skonczyla:( Ponoc bylo warto "poszperac" w szafie turynskiej kobiety z klasa i pieniedzmi, podziwiac tam mozna bylo mnostwo ubran na rozne pory dnia i rozne okazje, zawsze bardzo wyrafinowane. A wszystkie majace juz prawie 100 lat!



Pamietajcie o KONKURSIE! Kazdy kto od dzis do niedzieli zostawi swoj komentarz lub "zaobserwuje bloga" (to sie robi po prawej, tylko za pomoca konta Google) wezmie udzial w losowaniu nagrody niespodzianki! A warto, bo slyszelismy, ze do Polski (na przyklad ;) wrocila znow zima, fajnie by sie ogrzac popijajac.... a co to juz powie nam w komentarzu Zwyciezca!




czwartek, 3 lutego 2011

11.02.03 Szlakiem lokali historycznych... do KONKURSU :)

Podczas wycieczki do Bergamo odkrylismy, ze niektore wloskie lokale szczyca sie etykieta locale storico - lokalu historycznego. Fakt, w kawiarni w samym centrum miasteczka czulismy sie bardzo dobrze a ze wzgledu na kilka afiszy przy wejsciu nawet bardzo wyjatkowo :) 


Po powrocie do domciu postanowilismy jednak sprawdzic, co to za wyroznienie. Okazuje sie, ze istnieje we Wloszech stowarzyszenie Locali Storici d'Italia, ktore promuje prestizowe lokale - poczawszy od hoteli, restauracji - typowych wloskich trattorii czy confetterii - przez pasticcerie (cukiernie) czy grapperie (pijalnie grappy - rodzaj wloskiej wodki, specjalnosci z Piemontu) - ktore istnieja co najmniej 70 lat oraz byly swiadkami waznych wydarzen histirycznych lub tez uczeszczane przez wazne postaci. Na te chwile stowarzyszenie liczy sobie 230 czlonkow. 

Stowarzyszenie wydaje miedzy innymi co roku przewodnik po lokalach historycznych dla wszystkich, ktorzy lubia wiedziec co i jak... od kuchni :) nie przeczymy, ze jest to bardzo przyjemny sposob odkrywania nowego kraju, choc jak pisalismy ostatnio na przykladzie focacci z Susy, trzeba umiec dokonac wyboru. 



























Lokal, od ktorego wszystko sie zaczelo to Caffé del Tasso, najstarsza bergamska kawiarnia. Dzisiaj wnetrze Tasso jest, podobnie jak plac i jego zabytki, neoklasyczne. Na stronie stowarzysznia mozecie zobaczyc na przykladzie Tasso, ze mozecie tam po pierwsze znalezc pomysl na lokal godny polecenia (mozna filtorwac wyniki przez region, typ lokalu oraz rok zalozenia). Strona dostepna jest zarowno po wlosku jak i angielsku. Znajdziecie tam dokladny adres, telefon, linka na strone lokalu. Wybierzcie ten, ktorego krotki opis najbardziej Was zacheci!




Przy okazji napisze jeszcze dwa slowa o grappie, pewnie nie jest Wam wszystkim znana :) Jest to przezroczysty, destylowany alkohol na bazie pestek winogron. Przypomina troche wodke (chocby procentowo, bo procentow ma ok. 40 - 50 ;) Najbardziej znana grappa pochodzi z Bassano del Grappa w Wenecji Eugenskiej, ale jest to rowniez specjalnosc Piemontu. Na sklepowych polkach mozna przebierac miedzy, lekko mowiac, 30-tka roznych butelek i marek :) 

Jesli grappa kusi Was bardziej niz zwiedzanie lokali historycznych, mozecie ja kupic takze w sklepach internetowych, chocby TU. Pisze o grappie, bo na stronie lokali historycznych znajdziecie tez informacje o wloskich specjalach - sami zobaczcie  co pisza o grappie :) Gdyby nie zainteresowala Was ani grappa ani zaproszenie na kulinarne zwiedzanie Wloch, skorzystajcie choc z ktoregos z zamieszczonych tam tradycyjnych przepisow!

A teraz uwaga! Mysle, ze czy chcecie czy nie chcecie po lekturze tego posta na pewno nabraliscie ochote na jakies wloskie specjaly. Oglaszamy wiec KONKURS! Pora sie poznac! Chcielibysmy, zebyscie sie wszyscy przedstawili i ujawnili :) Najlepiej uczynic to w komentarzach. Wiecie jak sie je zamieszcza?

Klikacie w "komentarz" pod postem, piszecie Wasz komentarz a potem na "Wybierz profil". Do zostawienia komentarza mozecie uzyc Waszego konta na gmailu a jesli go nie macie, kliknijcie po prostu na Anonim (wtedy podpisujcie sie prosze na koncu komentarza). Potem juz tylko klikacie na "Zamiesc komentarz"! :) Prawda, ze proste? Zachecamy Was do dyskusji!!

Kazdy kto od dzis do niedzieli zostawi swoj komentarz lub "zaobserwuje bloga" (to sie robi po prawej, tylko za pomoca konta Google) wezmie udzial w losowaniu nagrody niespodzianki! A warto, bo slyszelismy, ze do Polski (na przyklad ;) wrocila znow zima, fajnie by sie ogrzac popijajac.... a co to juz powie nam w komentarzu Zwyciezca!

środa, 2 lutego 2011

11.02.02 Muzealnie, wirtualnie

Marzycie o tym, aby zwiedzic jakies muzeum swiatowej slawy? Dajmy na to ... Galerie Uffizi we Florencji? A tu ani czasu na podroz, ani funduszy... Ale jest ekran komputera i internet! Wczoraj Google we wspolpracy z 17 muzeami uruchomil Art Project.

Wchodzac na te strone mozna wirtualnie "przejsc sie" korytarzami jednych z najbardziej znanych muzeow i obejrzec zebrane tam dziela w bardzo wysokiej rozdzielczosci. Wykorzystano do tego technike zdjec panoramicznych z Google Street View. 

Idziemy sobie Galeria Uffizi...

Obsluga serwisu jest bardzo prosta. Najpierw wybieramy muzeum, ktore chcemy zwiedzic. Nastepnie decydujemy, czy chcemy po nim "spacerowac" (przesuwamy sie za pomoca strzalek), czy od razu przejsc do zebranych w nim dziel. Podczas zwiedzania, jesli trafimy na intrygujace dzielo, wystarczy klikanac na maly plusik przy obrazie, aby obejrzec go w powiekszeniu. Obraz mozna podziwiac jak dlugo sie chce, w dowolnym powiekszeniu tak, ze widac najdrobniejsze szczegoly. Na temat każdego obrazu i artysty dostępne są dodatkowe informacje, znajdujące się w panelu po prawej stronie. Mozemy latwo dowiedziec sie jakie inne obrazy namalowal dany tworca lub zapoznac sie z lista dziel wystawianych w danym muzeum.

... i przystajemy przy "Narodzinach Wenus"

Mozemy tez zabawic sie w kolekcjonera, bo logujac sie na koncie Google mozemy zapisywac ulubione dziela i tworzyc z nich kolekcje. No i mozna robic zdjecia. Ekranu:)

Z wloskich muzeow w Art Project bierze udzial na razie jedynie Galeria Uffizi. Ale nie ma co narzekac, bo przeciez to jedno z najbardziej znanych wloskich muzeow, do ktorego czeka sie w gigantycznej kolejce.

Ok, zmykam, ide do Modern Art Museum w Nowym Yorku:)

P.S. Ciekawe jaki wplyw na ilosc ludzi odwiedzajacych muzea, ceny wstepow i stosunek do galerii bedzie miala ta inicjatywa... Bedziemy to obserwowac. Tak na goraco sadzimy, ze to bardzo dobry pomysl, bo nareszcie sztuka zeszla pod strzechy. I jest na klikniecie myszka:) A przyjemnosci wloczenia sie po (ciekawych) muzeach i tak nie zastapi.






wtorek, 1 lutego 2011

11.02.01 Podroze jezykiem po mapie

Nasze podrozowanie jest dokladnie takie jak nasz blog. Kiedy docieramy w nieznane miejsce, chcemy je odkryc na rozne sposoby: obejrzec (stad tak duzo na naszym blogu zdjec zabytkow), posluchac (dlatego lubimy nowa muzyke), ale takze powachac i posmakowac... Podrozujemy jezykiem po mapie, a jak juz wpadniemy na jakas lokalna specjalnosc, to nie mozemy sie powstrzymac i musimy ja wypic/zjesc.

Tak tez bylo ostatnio w Suzie (prowincja turynska). Juz w informacji turystycznej wypatrzylismy kartke reklamujaca focaccia di Susa i nie wyszlismy bez zanotowania adresu najlepszej piekarni, w ktorej mozna owa foccacie kupic. A trzeba Wam wiedziec, ze foccacia di Susa to nie jest zwykla foccacia, taka, ktora prezentowalismy tu kilka miesiecy temu. W Suzie foccacia jest... deserem. Zaskoczeni i zaintrygowani rozanielona mina Pani z informacji (ktora miala na imie Susi, wiec na zawsze zostanie w naszej pamieci jako Susi z Susy:) udalismy sie do wskazanej jedynej slusznej piekarni. A tam... zawod stulecia:(


A oto i foccacia di Susa na firmowym papierze
z cukierni Favro

Po pierwsze, jak tylko przekroczylismy prog piekarni, myslelismy, ze to jakas pomylka. Zamiast w piekarni z tradycjami bylismy w ... malutkim markecie! Ok, w glebi byla lada z pieczywem, ale i tak tradycyjnej piekarni z wiekow minionych to nie przypominalo. Po drugie, foccacie owszem, byly, ale z wczoraj (bo robia je tylko kilka razy w tygodniu, nie trafilo nam sie) i zamrozone. Tak wiec kupilismy kota w worku, w dodatku zamrozonego. Najgorsze okazalo sie w domu. Ten przepyszny deser, ta wspanialosc Suzy to nic innego jak tylko... okragly cienki bochenek chleba, ktoremu slodki smak nadaje polozony na wierzchu karmelizowany cukier. Składniki to: mąka, pszenica masło, cukier, jajka, sól i drożdże. Uuu, delicje! :) Starczylo na 3 sniadania:)

Pani sprzedawczyni z duma podaje zamrozona focaccie

Jedna specjalnosc bedzie smakowac, inna nie, a my i tak polecamy podrozowanie smakowe! Bez sprobowania focacci di Susa nie zrozumielibysmy tradycji tego miasta, w ktorym focaccia z 1870 roku (pierwszy zapisany przepis) jest powszechnie uwielbiana. Ma nawet strone na Facebooku, ktora lubi 1669 osob:) Na swieto Trzech Kroli do chlebka wklada sie mala figurke i kto na nia trafi, ten bedzie mial szczescie przez caly rok! Ta tradycja pokazuje, ze te tereny byly dlugo pod wladza Francji, z ktorej pochodzi ten zwyczaj. I jak to wszystko zrozumiec bez focacci?

Milego lakomczuchowego zwiedzania!