Po niezapomnianym roku we Włoszech - na Erasmusie w Turynie - kontynuujemy naszą przygodę z blogiem. Zapraszamy do naszego portalu poświęconego kulturze i językowi Włoch oraz podróżowaniu po Italii
Ech, jak przyjemnie znów być we Włoszech! Michał jest już we Florencji, gdzie będzie pracował jako przewodnik i to nie byle gdzie, a w samej Santa Maria del Fiore! Jeśli wiec macie ochotę na zwiedzanie bazyliki z przewodnikiem, to zapraszam! Wprawdzie zasadniczo Michał reprezentuje Francję i ma oprowadzać wyłącznie po francusku, ale myślę, że na hasło "Rok we Włoszech" coś da się zrobić:)
Ja też niedługo dotrę do Florencji, ale powrót do Włoch zaczęłam od Mediolanu w zwiazku z pracą. A że mam tam już sporo przyjaciół, od razu zanurzyłam sie we włoskość po czubek głowy:) A przy okazji jednego z obiadów ze znajomymi odkryłam lingwistyczną ciekawostkę i kolejny most polsko-włoski, którym się chciałam dziś podzielić:)
A było to tak. Moi znajomi zdają sobie sprawą, że są słowa, których nie rozumiem, i starają mi się je prewencyjnie tłumaczyć. Jeden z nich użył przy stole słowa fiasco i czym prędzej zapytał, czy wiem, co oznacza to slowo. Zgodnie z prawda odpowiedziałam, że nie bardzo, ale że kojarzy mi się z jakąś klęską, klapą, nieudanym projektem. No bo przecież po polsku też mówimy "fiasko". Wzbudziłam tym skojarzeniem powszechny podziw biesiadników, którzy uznali to za dowód świetnej znajomości włoskiego. Oto jak polski pomaga we włoskim;) Okazało się jednak, że nie jest to pierwsze znaczenie tego słowa, a tylko znaczenie metaforyczne. Czy wiecie więc co to tak naprawde jest fiasco? Skad wzięło się to określenie na niepowodzenie?
Otóż fiasco to nic innego jak tylko pękata butelka na wino w plecionym koszyczku.
Fiasco Chianti
Dlaczego więc kojarzy się dziś z niewypałem? Bo dawno temu we Florencji, jeszcze w renesansie, żył pewien aktor, który zabawiał bogatych mieszkańców występami, które codziennie dotyczyły innego przedmiotu. Jego błyskotliwość i kreatywność była znana w całym mieście. Aż pewnego dnia przyniósł ze sobą właśnie fiasco i zrobił spektakl o tym przedmiocie. Niestety, jak się pewnie domyślacie, nie odniósł pożądanego sukcesu. Został wygwizdany, a jego kariera nagle się zakończyła. Innymi slowy ha fatto fiasco.
Uwielbiam takie opowieści i małe odkrycia, bo to według mnie najlepszy sposób poznawania tak ważnych w każdym języku idiomów czyli modi di dire. Takie "wykłady" przyjaciół zostają w głowie o wiele bardziej niż jakikolwiek kurs językowy.
Ja na razie jestem w Madrycie na konferencji, ale w czwartek dołączę do M. we Florencji, gdzie zostajemy do 8 sierpnia. Bądźcie więc z nami, blog znów odżyje! Viva Italia!!!
Do Conegliano udało się nam wpaść tylko na chwile, bo i cel mieliśmy dość dobrze sprecyzowany: pojechaliśmy tam napić się prawdziwego, włoskiego Prosecco, z produkcji którego słynie to małe miasteczko. I tu uwaga: to właśnie z Conegliano a nie z miasteczka o nazwie Prosecco położonego niedaleko Triestu pochodzi to słynne wino.
Wycieczka była bardzo owocna, wino bardzo smaczne. Miasteczko zakryło przed nami jednak swoje walory kulturalno-krajobrazowe, ponieważ (jak przez większość naszych wakacji w regionie Friuli Venezia Giulia) lał deszcz. Zrobiliśmy wiec sobie tylko krótki spacer pod parasolem jedna z głównych uliczek miasta – via XX Settembre – wokół piazza Giambattista Cima i zobaczyliśmy tamtejsza katedrę. Niestety tylko z zewnątrz, bo była akurat zamknięta. W srodku katedry zobaczyć można obraz „Sacra Conversazione” – słynny obraz malarza, któremu poświęcony jest plac.
Miasteczko leży tez na pierwszym we Włoszech Włoskim Szlaku Wina. Jeśli do Conegliano wybierzecie się w celu podobnym do naszego, może to być ciekawy pomysł na rozszerzenie programu.
Podobno do samego miasteczka najlepiej przyjechać jest na koniec września na Festa dell’Uva, podczas którego można lepiej poznać tradycje związana z produkcja wina. Święto zaczyna się uroczysta kolacja w piątek wieczorem, spróbować można wiec także specjałów kuchni Veneto. W pierwsza niedziele października odbywa się tam festiwal Dama Castellana, poświęcony tradycjom – uwaga – nie średniowiecznym a renesansowym. Może ktoś z Was słyszał albo był na którejś z fest? :)
W Niedziele Palmowa wybralismy sie do pobliskiego Chieri (male miasteczko polozone 20 minut od Turynu), aby wraz z mieszkancami tego miasta cieszyc sie winem Freisa:) Freisa nie jest tak znana jak inne piemockie wina takie jak Dolcetto, Barolo, Nebbiolo czy Barbaresco, dlatego w Chieri organizowane jest specjalne swieto, zeby ja wypromowac. Freisa to czerwone wino wytrawne troche podobne do Nebbiolo.
"Di Freisa in Freisa" to dwudniowa degustacja na wolnym powietrzu, ktora zostala zorganizowana przez wladze miasta we wspolpracy z instytucjami promujacymi Freise i stowarzyszeniami Go Wine oraz Pro Chieri. Proponowana formula byla bardzo przyjemna i stosunkowo niedroga. Za 5 euro kazdy chetny dostawal specjalna torebke do zawieszenia na szyi z kieliszkiem do wina i 10 kuponikami w srodku. Tak wyposazony w sobote 16 kwietnia od 16 do 19 i w niedziele od 11 do 19 mozna bylo wedrowac od standu do standu i wymieniac kupony na degustacje:)
Okazalo sie, ze w praktyce za 1 kupon mozna bylo sprobowac win z kiku butelek, a czasem nawet producenci nie chcieli od degustujacych zadnych kuponow... Tak wiec popoludnie uplynelo nam naprawde wesolo:) Degustacje byly tez okazja do rozmowy z regionalnymi producentami wina. Mozna sie bylo dowiedziec ciekawych rzeczy i zdobyc przydatne wizytowki (teraz juz wiemy gdzie nalezy jechac po wino w Piemoncie).
My juz prawie zapisalismy sie na pazdziernikowe winobranie u jednego z winiarzy. To dopiero musi byc impreza!
Krolowa degustacji byla Freisa w roznych wydaniach (Freisa d’Asti, Langhe Freisa, Monferrato Freisa, Freisa di Chieri e Pinerolese Freisa, Colli Tortonesi Freisa no i oczywiscie Freisa di Chieri, ktora w tym roku swietuje 40 lat przyznania jej etykiety D.O.C.). Mozna bylo takze skosztowac innych czerwonych win z regionu. Winom towarzyszyla rubatà czyli rodzaj grissini (grubych paluszkow, ktore sie tu podgryza w ramach aperitivo), snack typowy dla Chieri.
Degustacja byla najwazniejszym, ale nie jedynym wydarzeniem w Chieri tego dnia. Stowarzyszenie Pro Chieri postawilo wielki namiot, w ktorym mozna bylo za niewielka cene zjesc tradycyjne wloskie dania takie jak ravioli czy szaszlyki (tak, tak, szaszlyki sa tu przeciez glowna potrawa Pasquetty). Panowala tam atmosfera znana z polskich festynow: zlaczone stoly, plastikowe krzesla, tacki i kubki, taka swiateczna wspolnota jedzenia:) Degustacjom towarzyszyla tez wystawa starych samochodow, ktore byly bardzo piekne i przyciagaly uwage wszystkich. Mozna bylo takze zwiedzic Chieri z przewodnikiem.
Warto pojechac do Chieri przy okazji jakiegos wydarzenia, bo zwiedzanie tego miasteczka zajmuje najwiecej godzine. Ale jesli oprocz zwiedzania mozna jeszcze skosztowac Freisy i zobaczyc, jak cale miasteczko wychodzi na ulice, zeby promowac swoje wino, to wyprawa nabiera zupelnie innych barw!
Nasza podroz w strone morza zaczniemy w Dogliani - bardzo przyjemnym miasteczku polozonym w Langhe - regionie win, o ktorym juz pisalismy. Wybralismy sie tam tym razem z dwoch powodow. Po pierwsze, Dogliani lezy niedaleko autostrady prowadzacej z Turynu do Sawony czyli nad morze. Po drugie, chcielismy zabrac naszych Gosci na zakupy, zeby mogli kupic pyszne piemonckie wino prosto od producenta.
Dogliani i okolice to region bardzo malowniczy. Gdzie by nie spojrzec, wszedzie rozciagaja sie pagorki i wzgorza pokryte winnicami. Widoki zapieraja dech w piersiach, dlatego radzimy, aby jadac autostrada w okolicach Langhe zjechac z niej na drogi lokalne i w ten sposob dac sobie szanse na podziwianie tych widokow. Fakt, droga sie wydluza, bo ciezko sie oprzec czestym przystankom na robienie zdjec, ale naprawde warto!
Samo Dogliani jest malenkim uroczym miasteczkiem, podzielonym, jak wiekszosc miescin w tej okolicy na czesc stara (na gorze) i nowsza (na dole). Do zwiedzenia jest tu wlasciwie niewiele: glowny kosciol i waskie uliczki z ladnymi kamienniczkami. My trafilismy akurat na dzien targowy (sobota) i moglismy zaopatrzyc sie na targu w lokalne przysmaki: sery, szynki, ktore spalaszowalismy podczas pikniku. Przyjemne miejsce na piknik znajdziecie na gorze, nieopodal dawnego zamku. Mozna usiasc na murku i jedzac podziwiac panorame miasteczka i Langhe.
Piknik piknikiem, ale najwieksza frajde sprawila nam wizyta w enotece czyli winiarni. Przed zakupem kilku butelek moglismy skosztowac czego dusza zapragnela zupelnie za darmo. Co wiecej, wlasciciel enoteki byl zajety sprzedawaniem hektolitrow nektaru stalemu klientowi i poprosil, zebysmy obsluzyli sie sami:) Pozniej moglismy tez sprobowac wina prosto z beczki i kilku mocniejszych alkoholi na trawienie;)
Wino duzo przyjemniej kupuje sie od producenta niz w supermarkecie. Ceny tez sa bardzo przystepne. Oto kolejny powod, by wybrac sie do Langhe!
Jak w tytule. Zanurzylismy sie dzisiaj w winie i ... w sloncu. Od 1 kwietnia pogoda przypomina te, ktora normalnie kojarzymy z lipcem i troche jestesmy tym skolowani. No bo zeby juz sie rozbierac do krotkich rekawkow, ba, zeby nawet w krotkim rekawku bylo za goraco? W kwietniu? Wlosi wcale nam nie pomagaja odnalezc sie w nowej sytuacji, bo pomimo upalu (29 stopni w cieniu!) uparcie nosza kurtki, rajstopy, dlugie spodnie i nawet sie przy tym nie poca!A my rozplywamy sie pod naszymi lekkimi ciuchami... Ale podoba nam sie to:) Nawet bardzo:) Chwilo trwaj!
Dzis do kapieli slonecznej dolaczyla kapiel w winie, bo wybralismy sie na wycieczke do Barolo, slynnego miasteczka, z ktorego pochodzi jedno z najlepszych i najdrozszych win Piemontu - wlasnie Barolo:) Miasteczko polozone jest w Langhe, krainie, o ktorej pisalismy TU i TU. A jak na symbol wina przystalo, dwiema atrakcjami Barolo (oprocz przepieknych pejzazy zdobionych winnicami) sa: Muzeum Wina i... Muzeum Korkociagow:)
Najpierw poszlismy do Muzeum Korkociagow, bo Muzeum Wina jest otwarte caly dzien, a Korkociagow ma przerwe w poludnie (13:00 - 14:00). Warto zwiedzic przede wszystkim ze wzgledu na oryginalnosc! To imponujaca kolekcja 500 korkociagow od XVIII wieku (kiedy to korkociag wynaleziono i zrobiono pierwszy rejestr tychze narzedzi) do naszych czasow. Sa tam korkociagi mikroskopijne i wielkie skomplikowane korkociagowe maszynerie. Sa korkociagi bogato zdobione i te najprostsze, najskromniejsze. Sa korkociagi zabawne, budzace z pewna taka niesmialoscia nieskromne skojarzenia (hmm...) i zupelnie klasyczne. Ekspozycja ciekawie oddaje ewolucje korkociagu i jego rozne zastosowania (np. niektore korkociagi wyposazone w kranik "zostawaly" w butelce i nalewalo sie przez nie szampana). Mozecie obejrzec rozne korkociagi na stronie muzeum. Muzeum ma takze swoja fan strone na Facebooku:)
Museo dei Cavatapi to przyjemny wstep do przygody z winem, ktora jednak przezywa sie tak naprawde, doglebnie i wszystkimi zmyslami dopiero w Wine Museum (WiMu) otwartym w zamku w Barolo (gdzie mieszkala Giuglia di Barolo, wielka promotorka tego wina) dopiero troszke ponad pol roku temu, bo 12 wrzesnia 2010 roku. To muzeum jest absolutnie genialne, bardzo nowatorskie i kto bedzie w okolicy, a nie zajedzie, ten traba! Haslo tego muzeum to Entra nel vino - Wejdz w wino. I to wlasnie robi gosc muzeum. Zanurza sie w winie. Wchodzi w nie. Przezycie jedyne w swoim rodzaju!
Dzieki WiMu mozna naprawde zrozumiec fenomen wina i jego znaczenie w kulturze i spolecznstwie. Zwiedza sie 3 pietra, zaczynajac od samej gory. Najpierw zaproszeni jestesmy do wyjscia na taras widokowy i spojrzenia na rozciagajace sie wokol winnice. Bo wlasnie tam rodzi sie Barolo. Pierwsza sala - ciemnosc i pozawieszane fantastyczne zegary, bo dla wina najwazniejsze sa ciemnosc piwnic i uplywajacy czas. Kolejna sala zalana jasnoscia: pomalowane na zolto sciany i efekt lustrzanego sufitu sprawia, ze mamy wrazenie doswiadczania swiatla slonecznego, tak niezbednego do uprawy winorosli. Pozniej poprzez wyeksponowane ogromne zdjecia jakgdyby za pomoca mikroskopu zagladamy coraz bardziej w glab winogrona. I tak dalej, i tak dalej. Co sala, to zaskoczenie, ze bez podania wina mozna tak zasugerowac jego smak, zapach, barwe, dojrzewanie winogron...
W muzeum nie tylko przezywa sie wino, ale i w przyjemny sposob zdobywa informacje o nim. Specjalna lawka - karuzela ktora kreci sie gdy pedalujemy, zabiera nas w podroz przez kolejne miesiace i dowiadujemy sie, co kazdy z nich przynosi winoroslom i jakie sa zwiazane z danym miesiacem prace w winnicach. Oto filmik z naszej przejazdzki:
W poetycki, metaforyczny sposob przekonujemy sie o tym, jak wazne dla wina sa ludzkie dlonie. To one nadaja winu harmonie, symbolizowana w muzeum przez fortepian, ktory zaczyna grac gdy zwiedzajacy wchodza do sali:
Poznajemy znaczenie wina w roznych kulturach i okresach, od prehistorii do wspolczesnosci. Czy wiedzieliscie np., ze Kodeks Hammurabiego skazywal kelnerke, ktora podala wino w zlych proporcjach na kare smierci przez utopienie??? Tak wazne bylo niegdys wino... W kolejnych salach mozna obejrzec fragmenty filmow, w ktorych wazna role odgrywa wino, posluchac fragmentow piosenek o winie, przeczytac cytaty z ksiazek o tym trunku... Piosenek mozecie posluchac na filmiku:
Oglada sie wyswietlane zdjecia obrazow zwiazanych z winem, poznaje role wina w kuchni wloskiej, wreszcie siada do nakrytego, zamkowego stolu, co nagralismy na tym filmiku:
Tego sie wlasciwie nie da oddac slowami. To trzeba zobaczyc, tego trzeba dotknac (bo wszystkiego mozna w tym muzeum dotykac), to trzeba uslyszec. Oby wiecej takich muzeow, do ktorych chce sie wracac, o ktorych trudno zapomniec!
Zeby wyjsc z muzeum, trzeba przejsc przez winiarnie:) Sprytne! W tym wypadku taka namowa do zakupow zupelnie nie razi, bo czlowiek ma juz pod koniec taka ochote skosztowac wina i kupic jakas butelke, ze zupelnie mu to nie przeszkadza! My niestety nie trafilismy na degustacje, bo w muzeum byly jeszcze pustki, wiec proponowali tylko jedna degustacje pod wieczor, a my zwiedzalismy muzeum rano. Coz, obeszlismy sie smakiem, moze ktos z Was bedzie mial wiecej szczescia:)
Niniejszym WiMu wskakuje na jedno z czolowych miejsc na naszej liscie wloskich hitow. Posiadacze Abonamento Musei na Piemont moga je zwiedzic za darmo, inni musza zaplacic 7 euro, ale jest to bardzo uczciwa cena za to, co sie dostaje w zamian! Wszystkie dodatkowe informacje znajdziecie na stronie muzeum. Chyba nie musze pisac, ze polecamy?;)
Wczoraj Elisabetta opowiadala nam o Piemoncie i powiedziala, ze duma tego regionu sa przede wszystkim wina. A jesli sa wina, to musza byc winnice! Zabieramy Was wiec dzis na mala wycieczke po piemonckich winnicach, ktore jakis czas temu udalo nam sie odwiedzic. Do wtedy myslelismy, ze to Francja zachwyca winnicami. Dzis jestesmy sklonni przyznac, ze Wlochy jej dorownuja pod wzgledem winnych pejzazy:)
My jak na razie zjezdzilismy Langhe - pagorkowaty historyczny region Piemontu polozony miedzy prowincja Cuneo a Asti. Slowo langa oznacza w dialekcie piemonckim wzgorze, stad najprawdopodobniej nazwa calego regionu. Slynie on przede wszystkim z produkcji wina. To tutaj powstaja najwspanialsze wina Piemontu (jedne z najznakomitszych we Wloszech, a moze i na swiecie?): Barolo, Nebbiolo, Barbaresco, Dolcetto d'Alba, Dolcetto di Dogliani, Barbera d'Alba, Barbera d'Asti. Poza winami, to z tych terenow wywodzi sie tartufo d'Alba czyli slynna trufla oraz ser Robiola di Roccaverano. Sami widzicie, ze podrozowac po Langhe to smakowac win, serow i innych smakolykow. Winiarnie znajduja sie tu przy kazdej niemal drodze, a w miastach przy kazdej ulicy. Jest w czym wybierac, wazne, zeby kierowca nie przesadzal:)
Warto zatrzymac sie nie tylko przy enotece, ale przede wszystkim gdzies przy drodze z dala od zabudowan, zeby podziwiac wzgorza porosniete winoroslami i zameczki, ktorymi usiany jest pejzaz. Widoki iscie toskanskie! Z Langhe nie mozna nie wrocic z nienaladowanymi bateriami nawet po jednodniowej wizycie!
Langhe nie sa jeszcze zbyt wypromowane i przed wyjazdem dosc trudno nam bylo przygotowac trase wycieczki. W koncu zaczelismy od stolicy Langhe - Alby, potem pojechalismy do Grinzano Cavour, Serralunga d'Alba, Monforte d'Alba, Barolo, La Morra i zakonczylismy wycieczke w Bra. Bardzo polecamy te trase, bo nawet jazda samochodem od miasteczka do miasteczka sprawia przyjemnosc tak jest pieknie. Do tego w wiekszosci miasteczek sa urocze zameczki, waskie klimatyczne uliczki i tarasy widokowe, a z nich... po prostu widac Langhe!:)
Langhe zwiedzac moza tez rowerem lub pieszo - wytyczone sa tam specjalne szlaki. Bedac we Wloszech, a juz na pewno w Piemoncie, nie mozna tam nie zajechac! Dzis mozecie wiec podziwiac zdjecia ze wszystkich malych miescinek, ktore owiedzilismy. Jutro i pojutrze bedzie ciag dalszy, ale nie calkowity, na pewno tam jeszcze wrocimy :))
Langhe wraz z sasiednimi podobnymi regionami Monferrato i Roero staraja sie o wpis na liste dziedzictwa kulturowego UNESCO. Trzymamy kciuki!
Dzis na deser proponujemy slodkie wino deserowe Zibibbo. Nazwa tego trunku pochodzi od arabskiego slowa zabib, ktore oznacza winogrona. Rodzaj winogron, z ktorych wytwarza sie Zibibbo pochodzi z Egiptu, skad zostal sprowadzony na tereny Wloch przez Fenicjan. Ze swiatem arabskim laczy je oprocz nazwy i pochodzenia takze sposob uprawy: winorosle uprawia sie na specjalnych tarasach-wyspach.
Wino ma piekny, gleboki herbaciany kolor i jest bardzo slodkie. Ta slodycz przelamuje sie z alkoholem, co daje w rezultacie unikalny smak. Ma ono zawiesista konsystencje, w czym przypomina likier.
Czy to wszystko wydaje Wam sie dziwnie znajome? Byc moze, bo to wino jest znane takze w Polsce, tyle, ze pod nazwa muscat aleksandryjski, ktora brzmi dumnie i niewiele ma wspolnego z frywolnym Zibibbo...
Cin! (Na zdrowie!)
A teraz uwaga i prosba do wszystkich ktorzy chcieli nas ocenic, ale nie wiedza jak! ZEBY ULATWIC WAM ZADANIE WYSTARCZY KLIKNAC W TEN LINK. Potem juz tylko zaznaczyc Wasza ocene, napisac komentarz i kliknac skomentuj i ocen! Dziekujemy!
Lambrusco to nazwa kilku rodzajow win musujacych (spumante),z ktorych slyna Wlochy. Lambrusco produkowane jest glownie w regionie Emilii-Romanii. Tradycyjnie rubinowe, dzis spotyka sie rowniez odmiane biala i rosé.
Etymologia nazwy nie jest pewna, są jednak dwie główne hipotezy w tym zakresie. Po pierwsze, nazwa mialaby wywodzi się od miedzy (labrum), na której pomoc uprawia się winogrona, z których produkowane jest Lambrusco. Druga hipoteza przypisuje pochodzenie nazwy slowu ruscus (użądlenia podniebienia), które gdzies tam pobrzmiewa w „Lambrusco”. W tym przypadku nazwe tlumaczy się silnym, slodkim smakiem wina.
Lambrusco moze towarzyszyc wszystkim daniom posilku od antipasto (przystawki) po deser. Polecane jest szczegolnie do posilkow obfitych i tlustych.
My Lambrusco bardzo chetnie pijamy ze względu na slodki, gleboki smak i lekkosc tego wina, które, choc czerwone, nawet mi nie szkodzi:P Jednak nie polecamy najtanszych butelek w okolicach 1,50 euro, bo można ich zawartosc od razu wylac. Natomiast tak od 3 euro to już można się napic...:)
Byla ambrozja, teraz pora na nektar:) Proponujemy dzisiaj kolejne wyborne regionalne wino: Dolcetto d'Acqui. Produkowane jest w lezacej w Piemoncie prowincji Aleksandria.
Jest to wino intensywnie czerwone, wrecz rubinowe. W jego aromacie wyczuwa sie nutke owocowa dojrzalych wisni i sliwek. Doskonale pasuje praktycznie do kazdej potrawy.
Przy okazji kilka slow o klasyfikacji win we Wloszech. Istnieja 3 kategorie: wino stolowe (vino da tavola), wino DOC i DOCG. Wino zaklasyfikowane jako vino da tavola nie musi spełniać żadnych kryteriów związanych z pochodzeniem winogron, doborem ich odmian, technologią produkcji itp. Oczywiście musi być produktem naturalnej fermentacji winogron i zawierać odpowiednią ilość alkoholu. Teoretycznie jest więc winem najniższej jakości.
Dolcetto d'Acqui jest oznaczone certifikatem jakosci DOC co oznacza Denominazione di Origine Controllata. Oznacza to, ze winogrona uzyte do produkcji wina zostaly zebrane na okreslonym terenie (w tym wypadku w Aleksandrii). Nie tylko mamy zagwarantowane, ze wino aleksandryjskie nie zostalo zrobione z winogron np. sycylijskich, ale takze, ze sposob uprawy winorosli jest zgodny z normami jesli chodzi o przeksztalcenie terenu, uzycie chemikaliow itp. Pochodzenie wina jest sprawdzane przed wprowadzeniem go na rynek za pomoca analizy chemicznej oraz testu smakowo-wechowego i potwierdzone dekretem ministerialnym.
Oprocz win DOC istnieja rowniez wina oznaczone najwyzszym certyfikatem jakosci DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita). Przechodza one dwa testy: jeden podczas produkcji (jak wina DOC) i kolejny podczas butelkowania.
A my otwieramy nowa kategorie:) Na poczatek zagadka: kto jest najwiekszym swiatowym producentem wina? Nie, nie Wlochy:) Oczywiscie Francja, ale Wlochy ja gonia, mozna powiedziec, ze Francja czuje na sobie winny oddech Italii:) W 2007 i 2008 roku to wlasnie Wlochy wyprodukowaly najwiecej wina na swiecie. Rzeczywiscie Wlosi maja sie w tym zakresie czym poszczycic. Takie marki jak Chianti, Marsala czy Bardolino znaja wszyscy. Wlasciwie kazdy region Italii moze sie poszczycic wlasna odmiana wina. Najwiecej odmian jest produkowanych w Toskanii, ale nasz Piemont rowniez jest bardzo znany z dobrych win. Przyjedzcie wiec skosztowac Barbery czy Barolo, dwoch najlepszych tutejszych czerwonych win!:)
Tym postem chcemy otworzyc enoteke czyli winiarnie, nowa kategorie naszego bloga. Nazwa pochodzi rzecz jasna od wloskiego slowa enoteca oznaczajacego sklad win wlasnie. Bedziemy na nim prezentowac rozne marki, wirtualnie kolekcjonowac butelki:)Na dobry poczatek Altemasi Brut Millesimato D.O.C., wino musujace (spumante) wytwarzane z winogron Chardonnay uprawianych w Trentino Alto Adige. Ma ono piekny, bladozolty kolor i intensywny zapach. Pani z pobliskiej enoteki zapewniala nas, ze nadaje sie zarowno na aperitivo (aperitif) jak i do posilku. Nam bardzo przypominalo szampana, zalowalismy, ze nie kupilismy truskawek;)