Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LoKAle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LoKAle. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2012

Neapol od kuchni


Kuchnia neapolitanska to nie tylko pizza. Chcąc spróbować innych lokalnych przysmaków, za namową "lokalnych" znajomych poszliśmy na obiad do trattorii (czyli knajpy z domowym jedzeniem) o swojskiej nazwie "La Campagola" mieszczącej się przy via Tribunali 47, jednej z najważniejszych ulic starożytnego Neapolu, znajdującej się w ścisłym starym mieście. 


Historia tej knajpki sięga 1946 roku, kiedy to Giovanni Bufalino decyduje się na otwarcie sklepu z produktami pierwszej potrzeby: winem;), warzywami, mąką, sosem pomidorowym i wszystkim, czego po wojnie potrzebowano najbardziej. Panował wówczas zwyczaj łagodzenia wpływu spożywanego w tego typu sklepach alkoholu jajkiem sadzonym i z tego wlasnie jajka rodzi się pomysł właścicieli na rozszerzenie oferty o przygotowywane na miejscu jedzenie. 


Dzis lokal jest zarządzany przez wnuka założyciela, Antonio, którego mieliśmy okazje poznać. Ciekawa jest historia nazwy knajpki, która świadczy o początkach współczesnej franczyzy. Wyobraźcie sobie, że nazwa została narzucona przez sprzedawcę win, który wykupował lokale w Neapolu i pozwalał innym nimi zarządzać pod warunkiem, że bedą kupować u niego wino i że knajpy bedą nazywać sie  “La Campagnola". W kuchni, którą widać zza szyby, z niebywałą prędkością pracuje kilka kobiet, wszystkie spokrewnione z właścicielami. 




Menu jest zapisane kredą na tablicy, a dania, które się skończyły są szybko ścierane przez jednego z kelnerów. Popularność knajpy sprawia, że trzeba trochę poczekać na stolik. Nam tę knajpkę polecił znajomy, ale nie wspomnieliśmy w wejściu, że przychodzimy od niego i gdy w rozmowie z szefem wyszło, że jesteśmy znajomymi jego znajomego bardzo ubolewał, że nie powiedzieliśmy o tym wcześniej. "Przecież dałbym wam stolik duzo wcześniej!" Ot, przyjechałeś człowieku do Neapolu, zachowuj sie jak Neapolitańczyk! Następnym razem będziemy o tym pamiętać;)


Zjedliśmy wspaniale! Na przystawkę frittura mista czyli jedna bruschetta, jeden fior di zuccha  (kwiat cukinii w cieście), jeden crocchè (typowa przystawka na bazie jajka i ziemniaków ktora tworzy mase ugnieciona widelcem i jest panierowana w bułce tartej i smażona) i jeden carciofo czyli karczoch w cieście. 



Do tego pyszną sałatkę ze smażoną ośmiorniczką (insalata di polpo). Mniam! 


Po zaspokojeniu pierwszego głodu przyszedł czas na główne danie.  Wzięliśmy najbardziej typowe z możliwych :) Paccheri alla ricotta czyli pyszny makaron przypominający canelloni, ale krótszy i płaski w sosie pomidorowym z ricottą oraz króla neapolitanskich dań czyli braciola al ragu. To danie jest dla mieszkańców Neapolu jak schabowy, je się je zawsze na niedzielny obiad. Przypomina nieco bitki wołowe i jest wyśmienite!  


Oto przepis dla czterech osób:

650gr mięsa wolowego pokrojonego w niezbyt chude paski 30gr orzeszkow pinii
40gr rodzynek
70gr sera pecorino
200gr boczku lub kiełbasy pokrojonego w paski 
500gr obranych pomidorów
1 butelka przecieru pomidorowego
3 zabki czosnku
Zmielona pietruszka
1 cebula
1 marchewka
1 kieliszek białego wina
Gałka muszkatałowa
Sól i pieprz


Co nalezy zrobic? Rozbić kawałki mięsa tłuczkiem, przyprawić. Położyć na każdy kawałek boczek lub kiełbasę.  Zmieszać pietruszkę, drobno pokrojony czosnek i orzeszki. Wyłożyć ten farsz na mięso, dodać rodzynki i drobno pokrojony ser. Zwinąć jak bitki, spiąć wykałaczką. W rondlu podsmażyć pokrojoną cebulę i marchewkę. Przesmażyć bitki po czym dodać wino i pomidory. Zalać przecierem pomidorowym. Dusić 1,5 godziny na wolnym ogniu.Po powrocie do domu chętnie wyprobujemy ten przepis i mamy nadzieję, że dzięki temu na nowo będziemy w Neapolu:)

Restauracja, choć bardzo znana, pozostaje niedroga. Za opisane jedzenie, butelkę wina i butelkę wody zapłaciliśmy trochę ponad 20 euro. Adres godny polecenia!  

środa, 1 sierpnia 2012

Estate Fiorentina


Wakacje we Florencji czasami kojarzą się z uciążliwym staniem w długich kolejkach i zwiedzaniem dziesiątków kościołów i muzeów, których nie brakuje w tym Mieście-Muzeum. 

Ci którzy za muzeami nie przepadają albo tez po spędzeniu dniu w innej epoce poprzez podróż w czasie w którymś z florenckich zabytków chcą wieczorem rozluźnić się i zregenerować siły na kolejny dzień, na pewno nie będą we Florencji rozczarowani brakiem oferty kulturalnej. Jedynym problemem jest brak promocji tych wszystkich wydarzeń wśród turystów. A wystarczy tylko wejść na stronę internetowa centralizującą wszystkie wydarzenia. Kilka pomysłów na florenckie wieczory możecie tez znaleźć na naszym blogu.


Większość inicjatyw jest organizowana we współpracy z urzędem miasta Florencji, który promuje w wakacje wszystkie inicjatywy pod hasłem „Estate Fiorentina”. Oto najciekawsze propozycje:

Apriti Cinema

Chodzi o festiwal filmowy w ramach którego na placu Santissima Annunziata we Florencji od czwartku do soboty o 21.30h wyświetlane są bezpłatnie filmy na świeżym powietrzu. Filmy pokazywane są w języku oryginalnym z napisami po włosku. 


Program jest bardzo ambitny. My wybieramy się zobaczyć w ten sposób „I giorni del cielo” Terrence Malick’a i „Blue Valentine” Dereka Cianfrance.  Inicjatywa Comune di Firenze pozwala przenieść się w czasie i zobaczyć jaka role pełniły dawniej spotkania kulturalne na włoskich piazza.

Teatro Limonaia w willi Strozzi

W ramach cyklu „Estate fiorentina” w teatrze Limonaia mieszczącym się w willi organizowane są koncerty, wystawy i inne wydarzenia kulturalne. 


Niektóre z nich, jak na przykład przedstawienia operowe są dość drogie – bilety można kupić po 45 euro i 30 euro ze zniżką dla studentów. Na wiele spotkań muzycznych czy pokazów tanecznych wstęp jest jednak czasami dużo tańszy (ok. 10 euro) lub całkowicie bezpłatny, szczegóły sprawdźcie tutaj.

Festival Orchestre Giovanili (FOG)

Stworzony w 2008 roku projekt muzyczny w ramach którego w różnych miastach nie tylko we Włoszech, ale także Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i na Łotwie organizowane sa bezpłatne koncerty muzyki klasycznej w wykonaniu młodych muzyków. 


Na przełomie czerwca i sierpnia we Florencji odbyli się dzięki tej inicjatywie już ponad dziesięć koncertów na świeżym powietrzu. Atmosfera koncertów jest magiczna. Odbywają się na głównym placu Florencji, Piazza della Signoria, w Loggia dei Lanzi, w cieniu galerii Uffizi i kopii rzeźb wystawionych na placu: Perseusza z głową Meduzy, Porwania Sabinek, Herkulesa i Centaura, Dawida Michała Anioła... Cały program dostępny jest tutaj.

Centrum kulturalne Le Murate

Ten XIV-wieczny klasztor w którym mieszkały mniszki nazywane „murate” ma bardzo ciekawa historie. W latach 1883-1985 był więzieniem a od 2004 roku został ponownie przeobrażony w centrum kulturalne. Organizowane są tu koncerty, pokazy tańca, czasami można tu posłuchać tradycyjnej muzyki włoskiej popijając piwko lub jedząc kolacje w jednym z pobliskich barów. 


Cały program znajdziecie tutaj. W centrum mieści się tez kawiarnia literacka, oferująca osobny program wieczorków literackich, spotkań międzykulturowych, incontri o szeroko pojętej tematyce artystycznej i gastronomicznej. Oto strona caffè.


środa, 22 czerwca 2011

11.06.22 Najlepsze lody w Rzymie?

Hmmmm... Czy najlepsze?? Podobno jedne z najstarszych. Naszym zdaniem jednak na pewno nie najlepsze, bo daleko im do różnych innych, które tu już jedliśmy: Rzym ma dużo – około 400?? - kościołów, ale lodziarni tez tu nie brak.



Palazzo del Freddo, zwany tez często „lodziarnią Fassi”, jest jednak miejscem wyjątkowym i to przede wszystkim z powodu atmosfery jaka panuje w tej lodziarni trzeba tam koniecznie pójść.

Jest to rzeczywiście ogromne palazzo – jak już pisaliśmy Włosi nazywają „pałacami” budynki w ogóle – a w tym przypadku tłumaczenie „palazzo del freddo” jako „pałac zimna” wydaje się być bardziej na miejscu. Ta ogromna lodziarnia przypomina bowiem ogromna sale pałacu a jej wyjątkowy (kojarzący się z dawnymi kawiarniami W-Z?) styl na pewno nie należy do przytulnych. Na ścianach wiszą stare plakaty nawiązujące do tych polskich z tej samej epoki.



I to właśnie w takim wnętrzu patrzeć można na rozrzucone po całym tym przybytku stoliki wokół których Włosi lub obcokrajowcy zajadają się lodami o niezliczonej ilości smaków. Biorąc pod uwagę ze już cono piccolo – mały lód może się tu składać wyjątkowo z trzech smaków, mały rożek przypomina standardowy duży. A ze wszyscy rzucają się na te najlepsze rzymskie lody po wystaniu w długaśnej kolejce, przeważnie bez chwili namysłu kupują cono grande – duże lody, które tutaj serwowane sa naprawdę duże.  



Znajomi Rzymianie powiedzieli nam, ze hitem jest tu nie tylko serwowana na wierzchu lodow gratis panna montata – bita śmietana, ale… doppia panna montata. Kaloryczne zabójstwo warte grzechu w tej oryginalnej scenerii, chociaż według nas najlepiej smakuje tu właśnie ta bita smietana. Co do lodziarni…. Nie możemy oprzeć się malej gelatteria na Borgo Pio, niedaleko Watykanu, która znajduje się po srodku tej ulicy po lewej stronie idąc wlasnie od stolicy sw. Piotra. Tym bardziej, ze…. tamtejsze cono piccolo tez jest gigantyczne – tyle, ze zarówno w ilości jak i smaku!


sobota, 19 lutego 2011

11.02.19 Krajobraz zamczysty

Pejzaz Valle d'Aosta jest bardzo bogaty w roznego rodzaju zamki, wieze i forty. Od XI wieku mozne rodziny budowaly w Aoscie rezydencje pelniace rowniez funkcje obronne. W XII wieku rozpoczal sie okres migracji tychze rodzin na tereny wiejskie i ta wedrowka zaowocowala powstaniem zamkow, na ktore w Valle d'Aosta wpada sie na kazdym kroku. Wlasciwie przy kazdym zjezdzie z autostrady A5 Torino-Aosta widac tabliczke wskazujaca droge do innego zamku. My wybralismy sie w te okolice tylko na jeden dzien, wiec niemozliwe bylo zobaczenie wszystkich zamkow. Wybralismy trzy z nich, ktore naszym zdaniem dobrze oddaja idee calosci. 

Przystanek pierwszy (jadac od strony Aosty): Castello di Fénis.


Zamek w Fénis jest znakomicie zachowanym przykladem sredniowiecznych budowli mieszkalno-obronnych. Blanki oraz koncentryczna harmonijna srtuktura skupiona wokol wewnetrznego dziedzinca sprawiaja, ze przypomina on zamki, ktore znamy z bajek. Przez wiele wiekow nalezal do moznej rodziny Challant, ale w XVIII w. zostal porzucony i na pietrze skladowano w nim siano, a na parterze mieszkaly krowy:) Na szczescie zamek zachowal sie znakomicie, pomimo, ze przez co najmniej wiek nikt o niego nie dbal.

Zwiedza sie go zawsze z przewodnikiem (5 euro za caly bilet, 3,50 euro ze znizka), grupy zaczynaja zwiedzanie co pol godziny. My trafilismy na wspanialego przewodnika, ktory tchnal zycie w to miejsce przenoszac nas w sredniowiecze swoimi opowiesciami. Pokazal nam zamek w sposob dosc nietypowy: a to kazal nam wejsc do kominka, zeby zobaczyc jaki byl ogromny i zrozumiec, ze byl w stanie ogrzac zamkowe mury; a to "zwabil" nas w polapke prowadzac przez waskie przejscie pomiedzy zamkiem a murami wewnetrznymi, gdzie na unieruchomionych wrogow zrzucano kamienie i wylewano goraca wode... 



Naprawde warto zatrzymac sie w Fénis, wnetrza sa pelne sredniowiecznych (lub stylizowanych na sredniowieczne) mebli, w dawnej kaplicy podziwiac mozna piekne freski, a 40 minutowa wizyta mija jak 5 minut. Goraco polecamy! 

Przystanek drugi: Castello di Verrès.

Pierwotnie nie chcielismy jechac do tego zamku, a do zamku w Isognè, chetnie odwiedzanym ze wzgledu na bartdzo bogate, piekne wyposazenie wnetrz. Z braku czasu (bardzo nam zalezalo zeby zwiedzic Forte di Bard, o ktorym za chwile), pojechalismy do lezacego nieopodal Castello di Verrès. Polozony na wzgorzu (przygotujcie sie na dosc intensywna wspinaczke - zadnych obcasow!), pelnil funkcje obronne. On takze nalezal do rodziny Challant. Nazywany jest najpiekniejszym zabytkiem epoki feudalnej w Valle d'Aosta. Ciekawostka jest to, ze zamek zbudowany jest bez fundamentow. Zwroccie uwage na jedno ze zdjec: skaly wchodza na nim do zamku, skaly sa podloga...




Zamek jest zupelnie pusty, nie ma w nim zadnych mebli, oglada sie wylacznie architekture. Tu takze zwiedzanie jest mozliwe wylacznie z przewodnikiem (co pol godziny; koszt 3 euro lub 2 euro ze znizka). Sciany zamku sa bardzo surowo chronione: nie tylko nie mozna robic zdjec (bo przeciez wszyscy wiedza, ze aparat fotograficzny okropnie szkodzi kamiennym scianom!), ale jeszcze do tego w kazdej sali sa po 2-3 kamery, ktore bacznie obserwuja czy aby ktos nie wynosi... kamiennego kominka lub innej wykutej w kamieniu sredniowiecznej lodowki. Takie to dosc paranoidalne, no ale coz. W karnawale odbywaja sie tu rozne przedstawienia i imprezy. Podsumowujac: architektura ciekawa, ale podejrzewamy, ze lepiej jednak jechac do Isognè...

Przystanek trzeci: Forte di Bard

Jak wspomnialam, do Isognè nie pojechalismy, bo bardzo chcielismy zobaczyc Forte di Bard. Ta ogromna kamienna forteca polozona nieprawdopodobnie wysoko na skale sluzy dzis jako przestrzen muzealna. Na stale miesci sie w niej Muzeum Alp, ale sa tez tu organizowane wystawy czasowe. Teraz mozna ogladac wystawe fotograficzna "Wild world" o dzikich zwierzetach. Bardzo sie spieszylismy, zeby zdazyc na ostatnie wejscie do Muzeum Alp (o 18h, muzeum jest czynne do 19h) i bardzo bylismy z siebie dumni, gdy stanelismy u podnoza fortu o 17h55. Nie przewidzielismy jednak jednego. Bileteria znajduje sie na szczycie w samym forcie, a na ten szczyt wioza... 4 szklane windy! W zwiazku z tym droga do fortu zajmuje jakies 5 minut i przy kasie stanelismy juz po jej zamknieciu. Na szczescie nasz urok osobisty i wypisana na twarzach determinacja magicznie podzialaly na panie bileterki i moglismy wejsc do muzeum:) Niemniej jednak radzimy przyjechac 10 minut przed ostatnim wejsciem!




Multimedialne muzeum Alp to opowiesc o wspolczesnych i dawnych Alpach podzielona na 29 sal. Alpy sa ukazane pod wieloma katami: z punktu widzenia klimatu, uksztaltowania terenu, fauny i flory, ludzi i tradycji, sportow zimowych i calego procesu odkrywania ich przez mieszczuchow. Kazdy znajdzie cos, co go zaciekawi, tym bardziej, ze informacje sa podane w roznorodny i bardzo ciekawy sposob. Nie zrazajcie sie pierwszymi salami, gdzie na raz wlaczonych jest kilka telewizorow, wszystko glosno gra, a ta kakofonia nie jest nigdzie wytlumaczona. Pozniej jest duzo lepiej!  Nam bardzo podobaly sie np. gorskie strumienie wyswietlane na monitorach wmontowanych w podloge po ktorych sie chodzi:) Ogrom informacji, jezeli rzeczywiscie ktos ma ochote wszystko przeczytac i wszystkiego posluchac, to musi zarezerwowac sobie duuzo czasu. Natomiast jesli nie chce wydac zbyt duzo (normalnie bilet kosztuje 8 euro, znizkowy 6 euro), warto przyjsc po 17h30 i poprosic o "late ticket" w cenie 4 euro. Fort jest tez wspanialym punktem widokowym. Ze szczytu mozna zejsc uliczkami (zamiast zjezdzac winda), ponoc widoki sa niezapomniane. My niestety nic nie widzielismy, bylo juz ciemno:)



Tak wiec jesli dotad zamki kojarzyly sie Wam glownie z zamkami nad Loara, to zapamietajcie, ze istnieje jeszcze wspanialy szlak zamkow w Valle d'Aosta, ktory naprawde warto poznac blizej! Szczegolowe informacje, mapki i zapis wideokamery znajdziecie tutaj. A, i jeszcze dobra rada: jadac od zamku do zamku nie warto brac autostrady. Nie dosc ze platna, to jescze do tego zamki leza raczej niedaleko calkiem przyzwoitej, idacej wzdluz autostrady drogi krajowej SS26. 

P.S. Przedwczoraj bylismy na otwarciu polskiego klubu w Turynie Polski kot lub jak kto woli Polski kąt (via Massena 19). Inicjatywa pochodzi od Wlocha, ktory pieknie mowi po polsku i jest zakochany w naszej kulturze. Planowane sa rozne koncerty, wystawy, ale tez bedzie sie tam mozna po prostu napic polskiego piwa. Okazuje sie, ze Polonia turynska jest calkiem znaczna i wywodzi sie glownie od potomkow zolnierzy spod Monte Cassino. Istnieje Ognisko polskie - organizacja podtrzymujaca i krzewiaca polska kulture, a na Università degli Studi di Torino miesci sie druga najstarsza polonistyka we Wloszech:) Cieszymy sie z nowych polskich znajomosci i czekamy na kolejne inicjatywy Polskiego kota/kąta.:)

czwartek, 3 lutego 2011

11.02.03 Szlakiem lokali historycznych... do KONKURSU :)

Podczas wycieczki do Bergamo odkrylismy, ze niektore wloskie lokale szczyca sie etykieta locale storico - lokalu historycznego. Fakt, w kawiarni w samym centrum miasteczka czulismy sie bardzo dobrze a ze wzgledu na kilka afiszy przy wejsciu nawet bardzo wyjatkowo :) 


Po powrocie do domciu postanowilismy jednak sprawdzic, co to za wyroznienie. Okazuje sie, ze istnieje we Wloszech stowarzyszenie Locali Storici d'Italia, ktore promuje prestizowe lokale - poczawszy od hoteli, restauracji - typowych wloskich trattorii czy confetterii - przez pasticcerie (cukiernie) czy grapperie (pijalnie grappy - rodzaj wloskiej wodki, specjalnosci z Piemontu) - ktore istnieja co najmniej 70 lat oraz byly swiadkami waznych wydarzen histirycznych lub tez uczeszczane przez wazne postaci. Na te chwile stowarzyszenie liczy sobie 230 czlonkow. 

Stowarzyszenie wydaje miedzy innymi co roku przewodnik po lokalach historycznych dla wszystkich, ktorzy lubia wiedziec co i jak... od kuchni :) nie przeczymy, ze jest to bardzo przyjemny sposob odkrywania nowego kraju, choc jak pisalismy ostatnio na przykladzie focacci z Susy, trzeba umiec dokonac wyboru. 



























Lokal, od ktorego wszystko sie zaczelo to Caffé del Tasso, najstarsza bergamska kawiarnia. Dzisiaj wnetrze Tasso jest, podobnie jak plac i jego zabytki, neoklasyczne. Na stronie stowarzysznia mozecie zobaczyc na przykladzie Tasso, ze mozecie tam po pierwsze znalezc pomysl na lokal godny polecenia (mozna filtorwac wyniki przez region, typ lokalu oraz rok zalozenia). Strona dostepna jest zarowno po wlosku jak i angielsku. Znajdziecie tam dokladny adres, telefon, linka na strone lokalu. Wybierzcie ten, ktorego krotki opis najbardziej Was zacheci!




Przy okazji napisze jeszcze dwa slowa o grappie, pewnie nie jest Wam wszystkim znana :) Jest to przezroczysty, destylowany alkohol na bazie pestek winogron. Przypomina troche wodke (chocby procentowo, bo procentow ma ok. 40 - 50 ;) Najbardziej znana grappa pochodzi z Bassano del Grappa w Wenecji Eugenskiej, ale jest to rowniez specjalnosc Piemontu. Na sklepowych polkach mozna przebierac miedzy, lekko mowiac, 30-tka roznych butelek i marek :) 

Jesli grappa kusi Was bardziej niz zwiedzanie lokali historycznych, mozecie ja kupic takze w sklepach internetowych, chocby TU. Pisze o grappie, bo na stronie lokali historycznych znajdziecie tez informacje o wloskich specjalach - sami zobaczcie  co pisza o grappie :) Gdyby nie zainteresowala Was ani grappa ani zaproszenie na kulinarne zwiedzanie Wloch, skorzystajcie choc z ktoregos z zamieszczonych tam tradycyjnych przepisow!

A teraz uwaga! Mysle, ze czy chcecie czy nie chcecie po lekturze tego posta na pewno nabraliscie ochote na jakies wloskie specjaly. Oglaszamy wiec KONKURS! Pora sie poznac! Chcielibysmy, zebyscie sie wszyscy przedstawili i ujawnili :) Najlepiej uczynic to w komentarzach. Wiecie jak sie je zamieszcza?

Klikacie w "komentarz" pod postem, piszecie Wasz komentarz a potem na "Wybierz profil". Do zostawienia komentarza mozecie uzyc Waszego konta na gmailu a jesli go nie macie, kliknijcie po prostu na Anonim (wtedy podpisujcie sie prosze na koncu komentarza). Potem juz tylko klikacie na "Zamiesc komentarz"! :) Prawda, ze proste? Zachecamy Was do dyskusji!!

Kazdy kto od dzis do niedzieli zostawi swoj komentarz lub "zaobserwuje bloga" (to sie robi po prawej, tylko za pomoca konta Google) wezmie udzial w losowaniu nagrody niespodzianki! A warto, bo slyszelismy, ze do Polski (na przyklad ;) wrocila znow zima, fajnie by sie ogrzac popijajac.... a co to juz powie nam w komentarzu Zwyciezca!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

10.12.20 Ape. Tym razem nie samochod a aperitivo:)

Jak juz obejrzelismy wszystkie instalacje swietlne festiwalu w Mediolanie, poszlismy na aperitivo aby sie rozgrzac i posilic . I to byla pyszna nagroda za pokonane kilometry i przenikliwe zimno, ktore nawet w "goracych" Wloszech daje nam ostatnio sie we znaki...

Na ape najlepiej wybrac sie w okolice Porta Ticinese. Jet to quartiere branché Mediolanu. Polecamy szczegolnie kafejki nad Darsena, przy Viale Gorizia.

Samo aperitivo to bardzo przyjemna tradycja pojscia ze znajomymi do baru, aby uraczyc sie bezalkoholowym lub lekko alkoholowym napojem i przegryzc co nieco. Zwykle aperitivo zaczyna sie kolo godziny 18tej, wiec powinno byc wstepem do kolacji i stymulowac apetyt. Jednak w niektorych miastach (jak np. w Mediolanie) ilosc i jakosc serwowanego jedzenia jest tak duza, ze mowy nie ma o zadnej kolacji! 

Aperitivo to bardzo fajna i oszczedna formula. Placi sie tylko za drink. Kosztuje od 5 euro (jesli bar proponuje typowe snacki w postaci orzeszkow, oliwek, chipsow czy tartinek) do 8 euro (jesli przygotowano rzeczywiscie prawdziwy bufet). I mozna jesc i siedziec nawet do 21szej. Potem bufet jest sprzatany i aperitivo sie konczy. Najbardziej popularne drinki na aperitivo to Negroni, Pirlo, Spritz, Campari, Rossini, San Pellegrino.

Oczywiscie wiele miast wloskich probuje przywlaszczyc sobie slawe tego, ktore jako pierwsze zaczelo organizowac aperitivo. Turynczycy twierdza, ze powstalo w Turynie, na co nasz kolega z Mediolanu zareagowal wzburzeniem, no bo przeciez APE (tak sie w Mediolanie mowi na aperitivo) jest wynalazkiem Mediolanskim! Pewne jest, ze ta idea narodzila sie w Turynie juz okolo 200 lat temu dzieki Antonio Benedetto Carpano, ktory w 1786 wymyslil Wermut. Czy ktos wpadl na ten sam pomysl w tym samym okresie w Mediolanie, tego nie wiem...

Jedno wiem, na razie mediolanskie aperitivo bije turynskie, na ktorych bylismy, na glowe. Bufet jest o wiele bogatszy, mozna zjesc tez wiele cieplych potraw takich jak pizza, kurczak w sosie, pieczone ziemniaczki... Ech, aperitivo to wspanialy wynalazek i ktokolwiek by go nie wymyslil, jedno jest pewne: tradycje trzeba podtrzymywac!!!



sobota, 20 listopada 2010

10.11.19 Toskanskie slonce i witaminy przez caly rok


Moze macie ochote na troche slonca i swiezosci na talerzu w ten pochmurny weekend? Proponujemy toskanska bruschette! Proste, tanie a jakie efektowne! 

Prawdziwa toskanska bruschette jedlismy na przystawke w Sienie. Jest to grillowany chleb (tylko nie taki polski, w Polsce to chyba najlepsza bedzie bulka, bagietka, ciabatta albo taki lekki chleb z marketu nie piekarni), posmarowany oliwa i roztartym czosnkiem. I to jest wlasnie baza. Pozniej mozna praktycznie wymyslac i dodawac co kto ma ochote. 

Mysle, ze taka prawdziwa bruschetta musi jednak miec swiezo pokrojone pomidory. Mozna do takiego zestawu dodac tez swiezego, tryskajacego sokiem ogorka i rukole.  Pomidory trzeba pokroic w drobna kosteczke i wymieszac z ziolami - mieszanka prowansalskich, tyminakiem albo swieza bazylia. Podstawa sa tu jednak wlasnie pomidory - najlepiej wiec wybrac sezonowe albo takie troche z wyzszej polki (niech pachna i usmiechaja sie soczyscie czerwona skorka!) Taka mieszanke trzeba zalac oliwa i odstawic na jakas godzinke, zeby sie wszystko razem przegryzlo. Grzanki przygotowujemy smarujac je z dwoch stron oliwa i podsmazajac z obu stron na suchej patelni. Potem nacieramy roztartym czosnkiem (dla czosnkowych fanow) lub nacieramy przekrojonym czosnkiem (obowiazkowo;). Mowie Wam, pycha! Od razu sie inaczej patrzy za okno!


czwartek, 11 listopada 2010

10.11.11 Kawa w cetki


Pyszne wloskie latte macchiato (cetkowane czy tez poplamione mleko:) Jedna z naszych ulubionych kaw, przewaznie popoludniowa. Latte kojarzy sie wszystkim z wyjsciem do kawiarni, ale bez problemu mozna przygotowac je samemu w domu. Podstawa jest otrzymanie trzech warstw - goracego mleka, espresso i pysznej mlecznej pianki. Aby uzyskac taki efekt, do mleka i mlecznej piany nalezy powoli, po sciance dolewac goraca kawe. Z powodow oczywistych najlepiej podawac w przewroczystej szklance :) Kawe mozna podac na wiele sposobow - ze smakowym syropem (polecamy przede wszystkim francuskie syropy Monin, mozna kupic przez internet), z kakao lub cynamonem. Rowniez idealna na dlugie jesienne wieczory :) 
PS. Caffè latte macchiato jest dosc rzadko pita we Wloszech, poniewaz zawiera malo kofeiny a duzo mleka i z tego powodu uwaza sie ja przede wszystkim za... kawe dla dzieci :)




wtorek, 9 listopada 2010

10.11.09 Jak lody, to przez caly rok!

Gelato affogato (crema di Grom;)
al cioccolato di Gianduja, 
mhmmmm...
Jak wiadomo Wlosi sa absolutnymi mistrzami w produkcji lodow i absolutnymi fanami ich spozywania. Ja ciagle jeszcze nie przyzwyczailam sie do widoku pieciu doroslych facetow przed lodziarnia, z ktorych kazdy trzyma swojego rozka i palaszuja zadowoleni jak dzieci:) Albo inna egzotyka: dobre i renomowane lodziarnie sa tu otwarte bez wzgledu na pore roku do 23ciej. Czyli wnioskuje, ze ludzie np. o 22h45 wpadaja do lodziarni na cono medio (sredniego rozka) albo inna copa piccola (male okragle pudeleczko). A juz zupelnie mi sie w glowie nie miescilo, jak mozna jesc lody jesienia czy zima. Otoz sa na to sposoby, ktore dzialaja nawet na takich zmarzluchow jak ja:)

Po pierwsze, zima mozna jesc semifreddi czyli taki rodzaj lodowych kremow, ktore nie sa tak zupelnie zimne, a smakuja... po prostu wybornie! Jest to przysmak typowo wloski, stad ciezko znalezc polskie okreslenie. Nazywam to czasem cieplymi lodami, ale zaraz sie pukam w czolo, jak sobie przypominam te "pysznosci" z polskich spozywczakow... Nie ma to z semifreddi nic wspolnego:)

Po drugie,  mozna sobie zamowic affogato, czyli lody zanuzone w kawie lub czekoladzie (nazwa pochodzi od affogare - utopic).  A z goracych czekolad Turyn slynie, ach slynie!!! I do tego, na szczegolnie zimne dni, pije sie affogato z wkladka w postaci amaretto lub jakiegos likieru! I od razu cieplej:)







niedziela, 31 października 2010

10.10.31 Na jesien najlepsza filizanka Bicerin'u!



Hip Hip Hurra! Udalo sie, jestem magistrem! W sobote mialem obrone pracy. Wyszlo smiesznie bardzo, bo jako ze my we Wloszech a uniwersytet we Francji, obrona sie odbyla.... przez Skype :) Ale wszystko pozytywnie!


Potem poszlismy wiec uczcic sukces! Wybralismy sie do jednej z lepszych i starszych (z 1763 roku!!) turynskich kawiarni Al Bicerin. Zabierac tam bedziemy wszystkich obowiazkowo podczas oprowadzania po Turynie i to jest chyba jeden z najlepszych argumentow do tego, zebyscie korzystali z zimowych wyprzedazy i przyjezdzali w zime - to wlasnie teraz ten napoj smakuje wyjatkowo pysznie i rozgrzewa w jesienna slote! Zapraszamy wiec ponownie :) 





Specjalnoscia kawiarni jest napoj o tej samej nazwie - Il bicerin, co w dialekcie Piemontu oznacza bicchierino - szklaneczke. Napoj podawany jest w eleganckich, wysokich kieliszkach, w ktorych mozna obserwowac wyrazne kolory kazdego z trzech skladnikow, ktore mieszaja sie w miksture o niepowtarzalnym smaku. Jest to mieszanka espresso, domowo robionej wedluga tradycyjnej receptury czekolady i chlodnej, dobrze ubitej mlecznej pianki o lekkiej nutce smakowego syropu. 






Kawiarnia slynie jeszcze z pysznej czekolady, zabaione oraz wyrobow cukierniczych. Skusilismy sie wiec na drugi specjal - torte Bicerin, ktora jest rodzajem piernika z polewa marcepanowa, podawanym z bita smietana i czekoladka - mniami! 


Jak juz bedziecie jechac, to napiszcie, pojdziemy stanac w kolejce :) Czekalismy dzis bowiem w deszczu pol godziny, zeby do kawiarni w ogole wejsc! W srodku panuje niesamowita atmosfera - klasycznej prostoty i elegancji. Wnetrze jest malutkie, przytulne, magiczny napoj upaja gosci siedzacych na lawach z czerwonego materialu i starych drewnianych krzeslach przy stolikach z bialego marmuru. 

Polecamy Wam strone kawiarni, na ktorej znajdziecie kilka ciekawych przepisow i pomyslow na jesienna poprawe humoru:) Zobaczyc tam te mozecie fotki wnetrz i wszystkich specjalow :)