Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie DO WiARy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nie DO WiARy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 sierpnia 2012

O miłości do polskich bab



Neapol najbardziej nas chyba zaskoczył, gdy wybraliśmy się do cukierni spróbować lokalnych specjałów. Poprosiliśmy o babà al rum, prezentowaną w przewodniku jako typowy deser, którego należy spprobwać, gdy się jest w Neapolu.


Nam te ciastka biszkoptowe w kształcie grzybków nasączone rumem i podawane z bitą śmietaną lub kremem i migdałami kojarzyły się z popularnymi we Francji babà al rum, ale daliśmy się przekonać, że jest to przysmak typowo neapolitański. A jako że z natury jesteśmy ciekawscy, zapytaliśmy sprzedawce o historię tego ciastka. I w ten sposób dowiedzieliśmy się, że przecież jest to typowe ciastko... polskie, które Włosi zaadaptowali do swojej kuchni!


A wszystko zaczęło się od Stanisława Leszczyńskiego. Mówi się, że po wypędzeniu z Polski, już jako diuk Loreny, nudził się okrutnie. Otoczył się filozofami i naukowcami, poświęcił się studiowaniu. Aby mieć na to siłę w niesprzyjającym klimacie wschodniej Francji, potrzebował dużo słodkości.


Nadworni cukiernicy szukali coraz to nowych deserów, ale często brakowało im pomysłów i podawali mu tamtejszy przysmak kugloff przypominający naszą polską babkę. To ciasto było jednak dla króla za suche, przyklejało mu się do podniebienia... Aż do dnia, kiedy przez przypadek zostało zalane rumem z przewróconej butelki:) Nabrało bursztynowego koloru, przyjemnego zapachu, miłej konsystencji... Król nazwał swój specjał babà według Włochów na cześć Ali Baby, my jednak sądzimy, że chodziło mu zwyczajnie o polską babkę. Deser zawędrował do Neapolu, gdzie został wyniesiony do rangi lokalnej specjalności.W Neapolu jest nawet powiedzenie "Si nu’ babà", które wyraża uznanie dla osoby, która nas pozytywnie zaskakuje podobnie jak to niepozornie wyglądające ciastko, którym mnóstwo ludzi się zajada. Warto wiedzieć, że babà występuje w Neapolu pod kilkoma postaciami. Są ciastka klasyczne, w kształcie małych i dużych grzybków, są torty babà oraz babà z kremem.  Ciastka można też kupić w rumowej zalewie w słoiku i zajadać w domu w długie zimowe wieczory wspominając Leszczyńskiego;) Babà ma nawet swoją stronę internetową, więc przyznacie sami, że miłość do polskich bab nie ma we Włoszech granic!;)


poniedziałek, 30 lipca 2012

Pierwsze wrażenia z Południa


Hurra! Udało sie nam w końcu dojechać na południe Włoch! Właśnie wróciliśmy z pierwszej wyprawy do Neapolu i miasteczek położonych niedaleko tej stolicy Mezzogiorno. Neapol... tego miasta nie da sie opisać jednym słowem. Różnorodności, kolorów, języka, kuchni czy ludzi jakich można tu spotkać nie można tez zamknąć w jednym zdaniu.


W Neapolu przywitała nas pizza, absolutnie jedna z najlepszych jakie kiedykolwiek jedliśmy. W takiej zwykłej pizzerii di fronte hotelu, w którym mieszkaliśmy. Swoją drogą, warto pamiętać, że owo wyrażenie "di fronte", na przeciwko, ma w Neapolu trochę inne znaczenie. Jak zaobserwowalismy, na przeciwko oznacza przeważnie trochę na prawo lub na lewo, a nie dokładnie na przeciwko z drugiej strony ulicy.


Tez słyszeliście ze pizza neapolitańska jest najlepsza na świecie? To chyba dobrze slyszeliscie, cos w tym chyba jest. Jest ona bardzo sottile, cienka, ale na brzegach trochę grubsza, chrupiąca, ale nie twarda tylko delikatna, rozpływająca się w ustach. Jak świeżutka bułeczka, dopiero co wyjęta z pieca opalanego drewnem, mięciutka w środku i chrupiąca wokół. Pierwsza pizzę znaleźliśmy w typowej, napolitanskiej pizzerii, jak sie okazało pózniej bardzo popularnej, bo w bardzo popularnej dzielnicy, w ktorej znajdował sie nasz hotel. Niby wszystkie przewodniki i Napolitanczycy jak sie pózniej okazało przestrzegają przed okolicami dworca gdzie podobno łatwo zostać okradzionym, ale w kontekście całej naszej podrozy mamy trochę wrażenie, ze chodzi o uprzedzenia na tle rasistowskim, bo przez trzy dni o rożnych porach dnia nie zauważyliśmy absolutnie nic co mogłoby wzbudzić nasz niepokój. Z naszego więc doświadczenia wynika ze w Neapolu trzeba zachować ostrożność tak samo jak w innych dużych europejskich metropoliach, nadzwyczajnych problemów w okolicy naszego hotelu nie zauważyliśmy. Zgodzimy sie jednak z tym, ze okolica wyglądała na zamieszkana przez ludzi średnio majetnych i stad tez sądzimy, ze nasza pizzza była taka dobra, bo przecież narodziła sie jako tanie jedzenie biedoty. Pierwsza pizza w zwykłej, przydroznej "ristorante", gdzie z uporem barana brano nas za Włochów z Trentino Alto Adige, bo tak bardzo cieżko było sie tam dogadać po włosku ze nasz akcent nie wydawał sie nawet bardzo zagraniczny, okazała sie wiec strzalem w dziesiątkę, pizzą wyśmienitą.



Neapol a raczej jego mieszkańcy przyciągają tez na początku uwagę specyficzna moda, według jakiej sie ubierają. Kobiety a zwłaszcza nastolatki uwielbiają tu wielkie materialowe kokardy podobne do tych, które pojawiały sie na ulicach polskich miast zwłaszcza w okresie komunijnym na początku lat 90. 


W Neapolu znaleźć można cała gamę kolorów tego typu ozdób. Co do ubrań, w modzie są kolory dość żywe: zielony, żółty, różowy, wszystkie w tonie flashy. Te wszystkie barwy, z dodatkiem pomarańczowego i czerwonego, są tez bardzo popularne w przypadku lakieru do paznokci. 


Najzabawniej było oglądać wystawy sklepowe prezentujące możliwości zestawienia tego typu kolorów kiedy inspiracji szukały przed nimi wierne fanki, ubrane w te flashubrania. Totalny kosmos. 


Neapol jest tez miastem, w którym królują skutery i praktycznie nieobecne są rowery. Jak dowiedzieliśmy sie od lokalnych dziennikarzy, Neapol jest dla autochtonow zbyt gorzysty, zeby można po nim było jeździć rowerem. To jak jeździ sie tu skuterem, samochodem lub transportem miejskim zasługuje jednak na osobny post. 

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

11.08.08 Bohater i mafia

Jednym z gości Labu, których mieliśmy przyjemność spotkać był Nicola Gratteri, jeden z najbardziej znanych prokuratorów walczących z mafią.


Nicola Gratteri jest prokuratorem z Reggio Calabria zaangażowanym w walkę przeciwko kalabryjskiej przestępczości zorganizowanej, znanej jako kalabryjska mafia 'Ndrangheta. Od kwietnia 1989 roku żyje pod całodobową ochrona policji, ponieważ mafia wydała na niego wyrok śmierci. 


Spotkanie z nim, w jakim mogliśmy uczestniczyć w Gemonie pozwoliło nam nie tylko zgłębić tajniki mafii, ale także namacalnie poczuć co oznacza decyzja bezpośredniej walki z włoską przestępczością. Ruch w Gemonie został zamknięty na cale popołudnie, sala w której odbyło się spotkanie była strzeżona przez 10 policjantów. Doprowadził do skazania wielu przestepców, także swoich kolegow z klasy, bo tak jak 'ndrangheta – mafia, z która walczy, pochodzi z Calabrii. 


Podczas spotkania powiedział, że mieszka 7 km od morza, ale nie chodzi na plażę, żeby nie narażać na niebezpieczeństwo innych ludzi. Ochroniarze i carabinieri byli więc rzecz jasna obecni na spotkaniu w Gemonie del Friuli i nie opuszczali Gratteri na krok nawet podczas kolacji, którą przygotowali mieszkańcy Gemony. 

  
Gratteri opowiadał o najbardziej wpływowej włoskiej mafii – 'ndrandreta z Calabrii. Ta organizacja przestępcza powstała wraz ze zjednoczeniem Włoch, w XIX wieku i opiera się na silnych więziach rodzinnych. W związku z tym policji bardzo trudno jest znaleźćc informatorow, bo nikt nie chce zeznawac przeciwko swoim krewnym. 'Ndrangheta jest obecnie najsilniejsza, bo kontroluje przemyt narkotykow z Kolumbi do Wloch, ale także do innych krajów europejskich. Gratteri narzekał na brak jednolitych rozwiazań antymafijnych w Europie i niska świadomość problemu w innych krajach Unii, które są przeświadczone, że problem ich nie dotyczy, a tak naprawde mafia już od dawna działa na ich terytorium.


Gratteri podkreślił, że pod względem prawodawstwa atymafijnego Włochy wyprzedzają jakikolwiek kraj na świecie, jednak zważywszy na skalę tego problemu we Włoszech system nie jest do końca wydajny. Zdaniem prokuratora potrzeba radykalnej reformy włoskiego wymiaru sprawiedliwości, przede wszystkim oszczedności finansowych poprzez likwidację małych i niepotrzebnych lokalnych sądów czy przez informatyzację, która pozwoli wysyłać dokumenty poczta elektroniczna zamiast dostarczać je w wersji papierowej do rąk własnych pokonując setki kilometrów.

 

We Włoszech, przynajmniej tych północnych, o mafii mówi się wprost. Zawsze bawi nas, gdy jakiś Włoch zadaje nam pytania «na znajomość Włoch » i każe wymieniać nazwy organizacji przestępczych z różnych regionów. Fenomen mafii jest tak naprawdę odpowiedzią na slabość państwa włoskiego. Tam, gdzie państwo jest nieudolne, zdominowane przez biurokrację, pewne rzeczy załatwić może mafia, tak jak można to przeczytać/zobaczyć w « Ojcu chrzestnym ». 



Spotkanie z Gratterim przyciagnęło tłumy, nie tylko uczestników Labu, ale też mieszkanców Gemony. Dla wielu jest bohaterem, który, jak sam mówi, codziennie wypełnia swoją misję: społeczną, cywilną i etyczną. 


sobota, 9 lipca 2011

11.07.09 Kiedy palio znaczy szaleństwo


Z naszej październikowej wycieczki do Toskanii szczególnie ciepło wspominamy Sienę, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja (i nie byle jaki pretekst) zawitaliśmy tam znowu. A właściwie zawitał Michał, ale dzięki jego niesamowitym zdjeciom i barwnym opowieściom mam wrażenie, że i ja tam byłam i, że... widziałam Palio:)






Sieneńskie Palio to wyścigi konne mające średniowieczne korzenie, w których biorą udział kontrady - średniowieczne dzielnice miasta. Organizowane jest tradycyjnie dwa razy do roku: 2 lipca (Palio di Provenzano) i 16 sierpnia (Palio dell'Assunta). Obydwie daty są zwiazane z kultem maryjnym. Czasem, z okazji ważnych wydarzeń, rocznic lub gości mogą być zorganizowane dodatkowe Palia jak np. to milenijne w 2000 roku. Nazwa Palio pochodzi od głównej nagrody w zawodach, którą jest własnie palio czyli sztandar specjalnie namalowany na dane wyścigi, który zwycieska kontrada, w tym roku kontrada Gęsi, z dumą wiesza w swoim kościele. Palio odbywa siś na głównym placu Sieny – Piazza del Campo i jest finansowane wyłącznie przez miasto, dzięki czemu Palio wolne jest od banerow reklamowych. 




Przygotowania do wyscigów trwaja cały rok. Zimą konie są otaczane opieką i trenowane na pomniejszych wyscigach w innych miastach. W maju zainteresowanie zbliżającym się Palio wzrasta, bo to wtedy ogłoszone zostają kontrady, które powalczą w najbliższych zawodach. Pamietajcie, że Siena podzielona jest na 17 kontrad, ale nie wszystkie stają co roku w szranki o palio. W wyścigu bierze udział każdego roku tylko 10 kontrad: 7 tych, które nie walczyły w poprzednim roku i 3 wylosowane spośród uczestników roku poprzedniego. Wygrywa ten koń, który jako pierwszy przebiegnie trzy razy wokol Piazza di Campo zgodnie z ruchem wskazówek zegara:) Wydarzenie podniosłe i ważne, najbardziej zagorzali fani palio zajmują dobre miejsca przy barierkach już na wieczór przed wyścigiem. Wyobraziliście sobie te konie, tentent ich kopyt, kurz w powietrzu, napięcie i radość tłumu? No to teraz jeszcze do tego obrazu dodajcie fakt, ze palio trwa jakies... 3 minuty:) 3 minuty zawodow, 4 dni festy i kilka miesiecy przygotowań – oto statystyki najsłynniejszego włoskiego palio:)


Bohaterami Palio są przede wszystkim konie. Przed Palio sprawdzana jest forma koni, które biorą udział w wyścigu. Najpierw badają je weterynarze, a potem konie biegną dookoła placu w ramach sześciu prob. Jednak nie zawsze ich kondycja jest oceniona właściwie – w tym roku jeden z koni mial zawał i w Palio nie wystapil. Nie pomogłoby mu chyba nawet błogosławienstwo w kościele, bo bardzo sie zdenerwowal (każdy koń jest wprowadzany (sic!) do kościoła kontrady i otrzymuje specjalne błogosławienstwo). W konsekwencji jedna kontrada nie wzięła udzialu w Palio tylko przeszła w tradycyjnym orszaku ze sztandarami ozdobionymi kirem.  Do tego palio może się zacząć tylko wtedy, kiedy konie mają na to ochotę:) Kiedy 9 koni ustawi się przodem do canapi czyli drzwiczków powstrzymujących konie od startu, wtedy ostatni dżokej może zacząć wyścig galopem, a zadaniem specjalnej osoby o nazwie mossiere jest w odowiednim momencie uchylić te drzwiczki. W praktyce na rozpoczęcie palio można czekać bardzo długo, zdarza się, że nawet do wieczora. W wieczor poprzedzajacy Palio w kazdej kontradzie odbywa sie huczna kolacja, ktora jest kontynuowana co najmniej tydzien po Palio, w zwycieskiej kontradzie. Na zdjeciu mozecie zobaczyc tez radosne panie, ktore dbaja o to, zeby po zamknieciu bramek piach ubity na potrzeby wyscigu zostal wyczyszczony tak, zeby konie sie nie posliznely.


Ciekawsze od samego wyścigu (no chyba, że ktoś uwielbia wyścigi konne) jest pochód kontrad w renesansowych strojach. Sami zobaczcie (moze bardziej w poprzednim poscie), czyż ci sienenczycy nie wygladają jak z obrazów renesansowych malarzy? Jakby przed chwilą wyszli spod pędzla Rafaella czy da Vinci. Aż trudno w to uwierzyć, gdy na codzień widzi się tych samych ludzi w t-shirtach i jeansach;)


piątek, 6 maja 2011

11.05.06 Turyn gości Alpini

W Turynie się zazieleniło. I nie chodzi o wiosenne liście, bo te są na drzewach już od dawna. Zielono nam od zielonych czapek Alpini, którzy na ten weekend wyznaczyli sobie w Turynie doroczne, już 84, spotkanie. Noszą je Alpini i ich sympatycy. Miasto oszalało i szczerze mówiąc trochę ciężko w nim wytrzymac...



Alpini to oddział włoskiej armii wyspecjalizowany w walce w górach. Powstał w 1872 i jest jedną z najstarszych formacji górskich we Włoszech. Został założony, aby bronić północnej granicy Włoch przed Francją i Austrią. Walczyli w obydwu wojnach światowych, a obecnie biorą udział w wojnie w Afganistanie. 



Ponoć Alpini są bardzo przez Włochów kochani. Chyba jest tak naprawdę, bo Turyn oszalał i najbliższy weekend poświęcony jest właśnie Alpini. Festa zaczyna się juz dziś:) W Ogrodach Królewskich na specjalnym standzie poczta włoska sprzedawać będzie dziś i jutro okazjonalne pocztówki z Alpini, które ponoć rozchodzą się jak świeże bułeczki. Pamiętna jest pocztówka ze zdjęciem ze zjazdu z 1979 roku w Rzymie. Przedstawia Jana Pawła II w czapce Alpini, którą dostał od nich w prezencie. Każdego roku powstaje także specjalny medal - symbol zjazdu. W tym roku przedstawia idee Zjednoczenia Włoch.



Co roku zjazd Alpini ma miejsce w innym miescie. W tym roku wybrano Turyn, pierwszą stolicę Italii. Po ulicach Turynu chodzą więc grupki mężczyzn w zielonych czapkach à la gajowy z piórkiem i pomponem, we wszystkich parkach, rozstawione są namioty i campery, w których śpią Alpini. Witryny sklepów udekorowane są zielonymi kapeluszami, a na półkach stoją specjalne edycje produktów z logo Alpini. Piwo Moretti wydało specjalna serię piw, wiele win ozdobiono etykietką z logo Alpini. 



Cały Turyn przygotowuje się do wielkich imprez. Dziś wieczorem przez miasto przejdzie defilada Alpini, nad którą będą latać samoloty i znaczyć niebo spalinami w kolorach narodowych Włoch (zielony, biały i czerwony). W wyniku przygotowań do parady zamknięto sporo ulic i miasto jest coraz bardziej zakorkowane... Piazza Castello i Piazza Veneto są zastawione ciężarówkami i dziwnymi konstrukcjami... Planowane są koncerty, spektakle, wystawy, będzie można zjeść i się napić:)


czwartek, 7 kwietnia 2011

11.04.07 Ekspresowa wiosna

Postanowilismy dzis opublikowac zdjecia tutejszej wiosny, bo zauwazylismy, ze z kazdym dniem drzewa sa coraz bardziej zielone, a slonce tak mocno swieci, ze boimy sie, ze nie zdazymy tego uchwycic:) Ani sie nie obejrzymy, a juz bedzie tu lato. Panie i Panowie, przed Wami wiosna w Piemoncie!







A na koniec z innej beczki. Gratka dla wedkarzy: w Padzie w samym centrum Turynu mozna zlowic calkiem pokazne karpie krolewskie:) Oto dowod ;)

czwartek, 31 marca 2011

11.03.31 Silvio forever!

Zbliza sie 6 kwietnia. To juz w najblizsza srode! Silvio Berlusconi zostanie postawiony w stan oskarzenia za platny seks z nieletnia. Co to sie bedzie dzialo!!!

A w kinach przedsmak tejze srody, film dokumentalny "Silvio forever". Swietnie zrobiona, "nieautoryzowana biografia", ktora naprawde warto obejrzec! Wlochom przypomni dlaczego w ogole ktos taki jak Silvio Berlusconi zostal premierem i tak dlugo utrzymal sie u wladzy. Jak to sie stalo, ze jest potentatem telewizyjnym i wlascicielem FC Milan? Nam, zagranicznym, film to wszystko wytlumaczyl i przedstawil historie Berlusconiego w 80-minutowej bardzo dobrze zmontowanej pigulce. Bezcenne! Obejrzyjcie chociaz trailer!



W filmie przeplataja sie obrazy z przeszlosci (zdjecia, kronika filmowa), ktorym towarzyszy glos z offu "à la Berlusconi". Lektor czyta swoj tekst nieco przez nos, zeby bardziej upodobnic sie do premiera. Co jakis czas pokazywane sa urywki programow telewizyjnych z Berlusconim, jego zarliwe przemowienia, a przede wszystkim przypominane sa jego slynne wypowiedzi jak chociazby ta niechlubna, kiedy po wybuchu seksafery Ruby powiedzial "Lepiej kochac piekne kobiety, niz byc gejem". Powiedzial to, gdy juz bylismy we Wloszech i pamietamy, ze w calym kraju zawrzalo. Ale nawet w okresie, kiedy w Italii wrze od manifestacji przeciwko Berlusconiemu, nie mozna zapominac, ze czesc Wlochow wrze z uwielbienia dla tej postaci, co swietnie bylo pokazane w dokumencie. Film najlepiej chyba streszcza duzo starszy skecz Begniniego, ktory takze bardzo polecamy:)


Skad tak wielki sukces Berlusconiego? Wedlug autorow filmu z milosci do siebie i wiary w siebie. W filmie uslyszec mozna raz jeszcze slynne teksty premiera jak chociazby "Patrze codziennie w lustro i mowie: podobasz mi sie, podobasz mi sie". Albo zart opowiedziany przez Berlusconiego o sobie samym, o tym jak Berlusconi poszedl do nieba i po godzinie negocjacji wychodzi trzymajac reke na ramieniu Pana Boga. Bog mowi: "Doprawdy Silvio, twoj pomysl z przeksztalceniem nieba w spolke akcyjna jest genialny. Tylko dlaczego ja mam byc wiceprezydentem?" 

Przystojny za mlodu, bogaty na starosc, Berlusconi zawsze otaczal sie pieknymi kobietami. W filmie padaja jego slynne slowa: "Kocham bliznich. A z bliznich najbardziej kocham piekne kobiety". Dowcipny, elokwentny, sprytny, potrafil przekonac do siebie wyborcow. Jeden z naszych znajomych, przeciwnik Berlusconiego powiedzial nam kiedys: "Berlusconi to spryciarz. Nazwal swoja partie FORZA ITALIA i teraz nie mozna nawet spokojnie kibicowac druzynie narodowej bez wyrazania poparcia Berlusconiemu". 

My w Berlusconim dostrzegamy prawdziwego Wlocha: kochajacego zycie, piekne kobiety i spiew, wygadanego, jednym slowem BRAVO RAGAZZO! Taki, co wszystko zalatwi, zawsze wyjdzie obronna reka, przekuje oskarzenie na swoja korzysc, wie gdzie i kiedy nalezy uderzyc, do kogo zadzwonic. 


Wielokrotnie we Wloszech przekonalismy sie, ze nie ma to jak kogos znac (albo dac odczuc poznanemu od 5 minut, ze znamy sie dobrze - nie ma wtedy rzeczy niemozliwych!). Chocby ostatnio: bylam na chwile w Paryzu (Ryanair otworzyl nowe polaczenie nareszcie z Turynu na Beauvais). Gdy wysiadlam z samolotu spotkalam 6 sympatycznych emerytow, ktorzy skorzystali z okazji, zmontowali paczke i wybrali sie na zwiedzanie francuskiej stolicy. Kiedy jednak wysiedli z samolotu okazalo sie, ze ten Paryz troche jednak skomplikowany i ze nie ma to jak "brava ragazza che parla italiano" - dzielna dziewuszka mowiaca po wlosku. Pomoglam im kupic bilety do Paryza, na metro, doradzilam jak sie nie zgubic i trafic do celu. Powsinogi byli tak szczesliwi, ze przez 10 minut pytali jak moga mi sie odwdzieczyc. Po tym czasie stwierdzili, ze wezma mnie all'italiana - jako ze naprawde nie chcialam nic w zamian wypytali co i gdzie we Wloszech porabiam po czym przekazali mi rzecz chyba we Wloszech najcenniejsza - ich numer telefonu. Okazalo sie, ze jeden z sympatycznych turystow przepracowal 40 lat na uniwersytecie, co prawda tylko w ksiegowosci, ale zawsze - znajomosci ciagle ma. Poza tym na uniwersytecie pracowal dalej w administracji jego syn. Zrozumialam, ze co jak co, ale tego roku nie moglabym nie zaliczyc nawet gdybym nie potrafila powiedziec slowa po wlosku - to sie nazywa miec plecy! 


I tak inny, podobny do Silvio forever film, o ktorym juz pisalismy - Che bella giornata rozegral sie na moich oczach: nie ma to jednak jak we wloszech kogos ZNAC! Takim chyba znaniem tego kogo trzeba i bardzo swojskim image'em Berlusconi zjednal sobie Wlochow, bo na poczatku musial chyba wygladac na bravo ragazzo! Czekamy wiec na srode i na to, co przyniesie proces premiera, ciekawe jak zmieni sie jego pozycja...


niedziela, 27 marca 2011

11.03.27 Goryczka del cioccolaTO

Jestesmy troche rozczarowani, moze nawet lepiej : rozgoryczeni dlugo oczekiwanym przez nas turynskim CiccolaTO - TO (tu)-rinskim festiwalem czekolady. Goryczka gorzkiej czekolady nie dodala jej bowiem tym razem smaku, tylko przyczynila sie do naszych rozczarowanych min.



Festivale del Cioccolato - CioccolaTO - to coroczne, organiozwane w Turynie od 2002 roku swieto czekolady. Swieto jak najbardziej uzasadnione, bo poza wieloma innymi atrakcjami i specjalami, Turyn jest stolica czekolady, co wiecej slynie z niej caly Piemont, o czym pisac zaczelismy TU. Slyszelismy, ze mozna na festiwalu czekolady sprobowac, zobaczyc jak sie ja produkuje itd... W dodatku w tym roku z okazji obchodow Zjednoczenia Wloch festiwal przyspieszono i polaczono z obchodami dell'Unità. Myslelismy, ze spowoduje to, ze bedzie on jeszcze lepszy, ale... No wlasnie. 



Ogromna atrakcja i niekwestionowanym hitem festiwalu jest wyrzezbiona w 14 tonach czekolady Italia, na mapie ktorej osadzono 20 zabytkow charakterystycznych dla kazdego regionu Wloch. Wlochy z czekolady maja 13,5 metra dlugosci, zostaly wyrzezbione przez 10 choco-rzezbiarzy, podczas 1500 godzin ich pracy a waza - raz jeszcze, bo ta liczba robi wieksze wrazene - 14 000 kilo!!! Jest to rzeczywiscie ogromnie zaskakujace, niecodzienne i mocno czekoladowe, tym bardziej ze podczas ogladania puszczana jest muzyka z gramofonu, z... plyty z czekolady :)) Gra podobno do momentu wytarcia sie i rozpuszczenia. Zobaczcie sami:



Poza tym jednak festiwal sluzy jednak tylko sklonieniu ludzi do czekoladowych zakupow. Wokol ogromnego namiotu z czekoladowymi Wlochami rozstawione sa standy znanych wloskich firm cukierniczych - chocby piemonckich Caffarel'a i Leone, ale takze standy szwajcarskiego Lindt'a, firm belgijskich czy francuskich... W dodatku zauwazylismy, ze zamiast zachecic przechodniow promocjami czy degustacjami, ten wielki czekoladowy bazar odstrasza zawyzonymi cenami. Okazuje sie wiec, ze lepiej czekolade kupowac w turynskich boutikach o dowolnej porze roku. Fakt, na festiwalu kupicie w jednym miejscu z czekolady niemalze wszysto - od czekoladowej klawiatury do laptopa, przez imitowane à la fontanna z czekolady lampki nocne, czekoladowy kebab, czekoladowe kielbasy, sery (to chyba dla tych, ktorzy "ze slodyczy najbardziej lubia szynke";) czy czekoladowe kosci na specjalnym stoisku z czekoladowymi lakociami dla psow. Co prawda ten stand nie pobija legowisk dla psow za 700 funtow i innych dziwactw, jakie widzielismy ostatnio w dziale dla zwierzat londynskiego Harrods'a, ale miedzy Lindtem i Caffarelem zaskakuje. 




Nie trafiona wydaje sie nam takze pora roku, w jakiej festiwal jest organizowany. 35 stopni w sloncu nie tylko odstrasza od czekoladowych fontann czy czekolady pitnej, ale takze utrudnia kupcom przechowanie towaru. My wybralismy wiec dzis lody ze znanej nam pobliskiej pysznej lodziarni, bo na filizanke czekolady mielibysmy duzo bardziej ochote, gdyby festiwal zostal zorganizowany na przyklad w grudniu, kiedy mozna by sie bylo rozgrzac po przejmujacej turynskiej wilgoci...

Podczas festiwalu proponowany jest tez chocopass. W cenie 12 euro mozemy m.in dostac tabliczke czekolady milki, kawe na standzie Vergnano czy upominek niespodzianke w jednym z boutikow... - lacznie 6 "atrakcji" i 10 proc. znizki na... wynajem samochodu (WDF?). Oferta nie byla na tyle atrakcyjna, by zachecic nas do jej zakupu. W kilku barach proponowane sa tez degustacje, czasem mozna wybrac sie na okolicznosciowe atrakcje typu organizowanego przez Vergnano "interesujacego spotkania podczas ktorego aromat kawy spotka sie ze slodycza czekolady",  jak mowi rozdawany na festiwalu przewodnik. 



CioccolaTO z okazji zjednoczenia trwa od 17 marca do 3 kwietnia, oto jego strona. Od 25 marca do 3 kwietnia trwa tez jednak ten prawdziwy, coroczny CioccolaTO. Czy ktos z was uczestniczyl moze w organizowanych podczas festiwalu spotkaniach i degustacjach, dzieki czemu zobaczyl w nim swieto czekolady albo cokolwiek wiecej niz tylko maszyne do robienia pieniedzy??


czwartek, 10 marca 2011

11.03.10 Pomaranczowa rewolucja

Dzis wracamy do poniedzialkowej zagadki. Niestety nikt nie dal sie nabrac i nie napisal, ze chodzilo o targ pomaranczy:) Kinga odpowiedziala poprawnie w rekordowym tempie. Wielkie gratulacje dla niej! Zdjecia zostaly rzeczywiscie zrobione podczas karnawalu w Ivrei, gdzie pojechalismy w ubiegla niedziele, zeby przyjrzec sie slynnej bitwie na pomarancze:)


Bitwa na pomarancze to moment kulminacyjny karnawalu w Ivrei, wydarzenie wyjatkowe i znane nawet poza granicami Wloch. Bitwe tocza ze soba dwie grupy ludzi. Pierwsza, bardzo liczna grupa symbolizuje lud Ivrei, uzbrojony w pomarancze, ale pozbawiony jakiejkolwiek ochrony. Ubrani w tradycyjne stroje nie maja zadnych kaskow czy kamizelek pomaranczoodpornych. Druga grupa jest duzo mniej liczna.




Ci ludzie jada na wozach ciagnietych przez konie i rzucaja w tlum pomaranczami. Jadacy na wozach reprezentuja moznych, przeciwko ktorym buntuje sie tlum. W przeciwienstwie do "plebsu" "mozni" sa ubrani w "zbroje" przypominajace stroje amerykanskich rugbistow i w maski. To wszystko ma ich chronic przed uderzeniami pomaranczy. Gapie identyfikujacy sie z "pomaranczowa rewolucja" moga kupic czerwone czapki w ksztalcie skarpety, ktore symbolizuja umilowanie wolnosci i poparcie dla rewolty ludu.



Za wejscie do historycznego centrum Ivrei po to, by ogladac bitwe trzeba zaplacic 7 euro (naszym zdaniem duzo za duzo), chyba, ze nosi sie stroj oznaczajacy przynaleznosc do jednej z walczacych grup. My takiego stroju nie mielismy, bo chcielismy tylko popatrzec, wiec zostalismy zatrzymani przez straznikow pilnujacych wejscia do starej czesci miasta. Na szczescie chwile wczesniej poznalismy pare Wlochow z Ivrei w strojach karnawalowych i w humorach wskazujacych na to, ze nieprzerwanie swietuja co najmniej od poprzedniego wieczoru. I nasz nowy znajomy wynegocjowal dla naszej trojki darmowe wejscie, no bo przeciez "jestesmy z nim" i "jestesmy jego przyjaciolmi". Dzieki tej przyjazni zaoszczedzilismy po 7 euro na glowe i udalismy sie jeszcze czystymi ulicami starego miasta na glowny plac, gdzie niedlugo miala zaczac sie bitwa...


Na placu tlum, na srodku ludzie przebrani w stroje karnawalowe rozgrzewali sie juz do walki. Rozgrzewka to dosc osobliwa, bo polega na tym, ze w malych grupkach jedna osoba wychodzi na srodek, a reszta znajomych w nia rzuca pomaranczami i wyciska sok na wlosy. W koncu trzeba sie powoli szykowac na cialo klejace sie od soku, szczypianie w oczy, posklejane wlosy... Napiecie rosnie, gapie chowaja sie za specjalna siatka  ktora rozciagnieta jest wzdluz fasad budynkow i chroni jednoczesnie fasady i ludzi. Robi sie coraz tloczniej. 




I wreszcie sa! Na plac wjezdza pierwszy woz zaprzezony w udekorowane konie i natychmiast sypie sie na niego grad pomaranczy. Ludzie na wozie nie pozostaja dluzni napastnikom i toczy sie naprawde zawzieta walka. Woz rusza, zatrzymuje sie w kolejnym miejscu, scenariusz sie powtarza. Wozow jest cale mnostwo, rozdeptanych pomaranczy coraz wiecej, w powietrzu unosi sie zapach pomaranczy...



Po jakis 40 minutach zaczyna nam sie powoli nudzic, chyba osiagnelismy juz pulap ciekawosci. No bo w sumie jak dlugo mozna patrzec na ludzi, ktorzy naparzaja sie pomaranczami? :) Dolaczamy do korowodu ludzi wychodzacych zza siatki, uwazajac, zeby wpasowac sie pomiedzy jeden woz a drugi i nie dostac przy tym pomarancza. Brodzimy w pomaranczach (radzimy nie jechac na karnawal do Ivrei w nowych butach) i w bardzo dobrych humorach opusczamy Ivree. Bo w Ivrei (choc to bardzo przjemne miasteczko), nie ma wlasciwie nic poza karnawalem i bitwa pomaranczy. Dlatego warto tam pojechac na to konkretne wydarzenie.