Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coolturra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coolturra. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wakacyjny filmowy kurs włoskiego


Jeśli wakacyjny pobyt we Włoszech chcielbyście poświęcić na doskonalenie znajomości włoskiego, nie trzeba koniecznie inwestować w kurs. Tym, którzy znają już ten język i chcą go tylko podszkolić, radzimy zapisać się do najbliższej biblioteki miejskiej. Przygotujcie się na niemiłe przyjęcie, bo z naszego doświadczenia wynika, że włoscy biblitekarze są raczej nieprzyjemni, ale jeśli przebrniecie przez tęprzeszkodę, będziecie mogli wypożyczać gratis filmy i po całodziennym zwiedzaniu nadrabiać zaległości w dziedzinie włoskiej kinematografii. Naszym zdaniem jest to i świetne ćwiczenie językowe, i super rozrywka. Warto skorzystać z tej okazji, bo włoskie kino, choć bardzo dobre, jest w znikomej części dostępne poza Italią. 


Po powrocie z Neapolu wypożyczyliśmy z biblioteki "Gomorrę", widzianą kilka lat wcześniej w kinie, żeby zobaczyć czy pobyt w stolicy imperium camorry wpłynął na nasz odbiór tego filmu. 

Dzielo Matteo Garrone zostało nakręcony na podstawie bestsellerowej książki Roberto Saviano o tym samym tytule. Czytałam też książkę, do której zresztą zamierzam niebawem wrócić, i polecam ją nawet tym, którzy widzieli już film. Są to dwa zupełnie różne dzieła, bo Garrone nie mógł do filmu przenieść wszystkiego, co zaobserwował Saviano przez okres swojego dziennikarskiego śledztwa, po ujawnieniu którego mafia wydała na niego wyrok śmierci. Saviano udało się wejść w szeregi mafii i zaobserwować jej działanie od środka. W książce znajdziecie ogromnie dużo szczegółów, pobocznych wątków, pseudonimów, danych liczbowych. Jest w niej też miejsce na analizę stanów emocjonalnych bohaterów, ich sposobu myślenia. 


Film jest pod tym względem dużo bardziej oszczędny. Opisuje świat neapolitańskiej mafii poprzez 5 różnych historii ludzi, których losy splątane są z systemem. Jest krawiec pracujący na czarno przy produkcji podróbek sukni projektantów mody, jest matka mafiosa, który decyduje się odejść od dominującej grupy i założyć własny klan, jest 13latek, który za wszelką cenę chce wstąpić w szeregi camorry, jest dwóch nastolatków, którzy na własną rękę chcą przejąć władzę nad swoim terytorium, jest wreszcie problem nielegalnej utylizacji toksycznych śmieci z północy Włoch na południu kraju. To co łączy te historie, to fakt, że są to trudne, bolesne, losy ludzi bez perspektyw, którzy tak naprawdę nie decydują o sobie, a są częścią systemu. Film jest bardzo realistyczny dzięki kilku zabiegom. Po pierwsze, dialogi często są prowadzone w dialekcie neapolitańskim i wtedy na ekranie pojawiają się napisy po włosku. Po drugie wymiany zdań pomiędzy bohaterami są bardzo suche, brak im ozdobników czy owijania w bawełnę. Rozpoczynająca film egzekucja w solarium odbywa się bez słów, podobnie wyrok śmierci na Marię zapada bez zbędnej dyskusji. W przeciwieństwie do książki, w filmie nie ma więc miejsca na analizę stanów wewnętrznych bohaterów, ich refleksji. Po trzecie, niektóre postaci są grane przez amatorów z Campanii, a nie przez zawodowych aktorów. Poza tym bohaterowie używają specyficznego żargonu świata przestępczego, co podkreśla autentyczność obrazu i pozwala wynotować ciekawe słówka. Ta surowość środków przekazu, dosadność prezentowanej muzyki, strojów, krajobrazów czy architektury sprawia, że film staje się jeszcze bardziej brutalny. Szczególnie w napisach końcowych, gdzie zostajemy skonfrontowani z faktami w postaci cyfr dotyczącymi zasięgu camorry. I film, i książka są godne polecenia. 

Natomiast samego Neapolu w filmie nie widać, akcja dzieje się gdzieś pod Neapolem i na jego obrzeżach, co jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że można do Neapolu jechać bez obaw. Porwierdził to nasz znajomy księgarz we Florencji, który przed naszym wyjazdem do Neapolu wyśmiał nasze obawy dotyczące camorry, mówiąc "A co niby miała by wam zrobić? Czy wy się widzieliście w lustrze?" :)


sobota, 4 sierpnia 2012

Pajacyk z długim nosem

Chodząc ulicami Florencji zwróciliśmy uwagę na wszechobecność Pinokia, którego nie widzieliśmy ani w Turynie, ani w Rzymie, ani w Neapolu. 



We Florencji można go spotkać pod każdą postacią: od breloczków przez marionetki po koszulki. Dla nas absolutnym hitem była mini gaśnica z głową Pinokia. Postanowiliśmy się dowiedzieć jaki jest związek między bankowym chłopcem z drewna a stolicą Toskanii.






Odpowiedź okazała się prosta. Carlo Collodi, twórca Pinokia, urodził sie i zmarł właśnie we Florencji. Właściwie nazywał się Carlo Lorenzini, a pseudonim Collodi pochodzi od nazwy toskańskiego miasteczka, w którym urodziła się jego matka, i w którym pisarz spędził dzieciństwo. 




Ten XIXwieczny pisarz i dziennikarz pochowany jest w San Miniato al Monte we Florencji, o którym to pięknym miejscu napiszemy niebawem. Ciekawe jest to, że Collodi był mocno zaangażowany na rzecz zjednoczenia Włoch i używał literatury dziecięcej do agitacji politycznej. Stworzona przez niego w opowiadaniach postać Gianettino popiera zjednoczenie:)Przybierając pseudonim Collodi, pisarz wsławił toskańskiego miasteczko położone 15 km od Luca i 60 km od Florencji, uważane za miejsce urodzin Pinokia. 



W miasteczku można zwiedzić Villa Garzoni z XVIIwiecznym ogrodem renesansowo-barokowym. Są tam groty, rzeźby i fontanny, a także labirynt, który poleca się szczególnie zakochanych parom. 



Collodi przyciąga także Collodi Butterfly House, jednym z pierwszych domów motyla we Włoszech. To rodzaj ogrodu tropikalnego w specjalnej szklarni, w którym można obserwować motyle z terenów Amazonii, Afryki, Australii oraz Indii. W miasteczku znajdziemy też "Via della fiaba" czyli bajkową ulicę. 



Największą atrakcją miasteczka jest park Pinokia, w którym znajdują się rzeźby poświęcone pajacykowi. Znajduje się tam także muzeum poświęcone ilustracjom i komiksom. Do Collodi można dostać się pociagiem na trasie Firenze-Prato-Pistoia-Pescia-Lucca-Viareggio. Wysiadamy w Pescia, skąd trzeba jeszcze 15 minut jechać do Collodi autobusem. 




środa, 1 sierpnia 2012

Estate Fiorentina


Wakacje we Florencji czasami kojarzą się z uciążliwym staniem w długich kolejkach i zwiedzaniem dziesiątków kościołów i muzeów, których nie brakuje w tym Mieście-Muzeum. 

Ci którzy za muzeami nie przepadają albo tez po spędzeniu dniu w innej epoce poprzez podróż w czasie w którymś z florenckich zabytków chcą wieczorem rozluźnić się i zregenerować siły na kolejny dzień, na pewno nie będą we Florencji rozczarowani brakiem oferty kulturalnej. Jedynym problemem jest brak promocji tych wszystkich wydarzeń wśród turystów. A wystarczy tylko wejść na stronę internetowa centralizującą wszystkie wydarzenia. Kilka pomysłów na florenckie wieczory możecie tez znaleźć na naszym blogu.


Większość inicjatyw jest organizowana we współpracy z urzędem miasta Florencji, który promuje w wakacje wszystkie inicjatywy pod hasłem „Estate Fiorentina”. Oto najciekawsze propozycje:

Apriti Cinema

Chodzi o festiwal filmowy w ramach którego na placu Santissima Annunziata we Florencji od czwartku do soboty o 21.30h wyświetlane są bezpłatnie filmy na świeżym powietrzu. Filmy pokazywane są w języku oryginalnym z napisami po włosku. 


Program jest bardzo ambitny. My wybieramy się zobaczyć w ten sposób „I giorni del cielo” Terrence Malick’a i „Blue Valentine” Dereka Cianfrance.  Inicjatywa Comune di Firenze pozwala przenieść się w czasie i zobaczyć jaka role pełniły dawniej spotkania kulturalne na włoskich piazza.

Teatro Limonaia w willi Strozzi

W ramach cyklu „Estate fiorentina” w teatrze Limonaia mieszczącym się w willi organizowane są koncerty, wystawy i inne wydarzenia kulturalne. 


Niektóre z nich, jak na przykład przedstawienia operowe są dość drogie – bilety można kupić po 45 euro i 30 euro ze zniżką dla studentów. Na wiele spotkań muzycznych czy pokazów tanecznych wstęp jest jednak czasami dużo tańszy (ok. 10 euro) lub całkowicie bezpłatny, szczegóły sprawdźcie tutaj.

Festival Orchestre Giovanili (FOG)

Stworzony w 2008 roku projekt muzyczny w ramach którego w różnych miastach nie tylko we Włoszech, ale także Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i na Łotwie organizowane sa bezpłatne koncerty muzyki klasycznej w wykonaniu młodych muzyków. 


Na przełomie czerwca i sierpnia we Florencji odbyli się dzięki tej inicjatywie już ponad dziesięć koncertów na świeżym powietrzu. Atmosfera koncertów jest magiczna. Odbywają się na głównym placu Florencji, Piazza della Signoria, w Loggia dei Lanzi, w cieniu galerii Uffizi i kopii rzeźb wystawionych na placu: Perseusza z głową Meduzy, Porwania Sabinek, Herkulesa i Centaura, Dawida Michała Anioła... Cały program dostępny jest tutaj.

Centrum kulturalne Le Murate

Ten XIV-wieczny klasztor w którym mieszkały mniszki nazywane „murate” ma bardzo ciekawa historie. W latach 1883-1985 był więzieniem a od 2004 roku został ponownie przeobrażony w centrum kulturalne. Organizowane są tu koncerty, pokazy tańca, czasami można tu posłuchać tradycyjnej muzyki włoskiej popijając piwko lub jedząc kolacje w jednym z pobliskich barów. 


Cały program znajdziecie tutaj. W centrum mieści się tez kawiarnia literacka, oferująca osobny program wieczorków literackich, spotkań międzykulturowych, incontri o szeroko pojętej tematyce artystycznej i gastronomicznej. Oto strona caffè.


wtorek, 31 lipca 2012

"Miejcie oczy szeroko otwarte" czyli zatrważające rady mieszkańców Neapolu


Neapol słynie z wielu wspaniałości: pizzy, piosenek, pięknej pogody. Ale jest też otoczony złą sławą i to nie tyle za sprawą tamtejszej mafii - Camorry, ile przez tak zwaną drobną przestępczość, przed którą przestrzegają wszyscy. Każdy słyszał o znajomym znajomego, który kupił na ulicy w Neapolu okazyjnie najnowszy model komórki, a gdy wrócił do hotelu, okazało sie, że w podelku jest cegła. Pytanie tylko, kto kupuje komórkę na ulicy w Neapolu i czy ta cegła mu się nie należy jako nagroda za wybitną inteligencję?


A tak serio,  pierwszy raz spotkaliśmy sie z przestrogami jeszcze przed wyjazdem, czytając przewodnik, skierowany w dodatku nie do cudzoziemców, a do Włochów. Wsród wskazówek praktycznych były rady dość oryginalne: chodzić tak, aby przewieszona przez ramię torebka znajdowała sie od strony muru, a nie ulicy; nie mieć przy sobie dokumentów, a tylko ich fotokopie itd. Postanowiliśmy zachować zdrowy rozsądek i nie dać sie zwariować, ale gdy tylko wysiedlismy na dworcu w Neapolu, odruchowo mocniej zacisnęliśmy dłonie na torbach i po 5 minutach pobytu w Neapolu pogratulowalismy sobie, że jeszcze nas nie okradziono:)


Nasze poczucie zagrożenia zwiększało się z każdą minutą za sprawą samych mieszkańców Neapolu. I to wcale nie kieszonkowców, złodziei czy innych bandytów, bo podczas trzydniowego pobytu nie widzieliśmy ani jednego rzezimieszka. Czuliśmy sie nieswojo za sprawa tych dobrych, przesympatycznych autochtonow, którzy każdą rozmowę z nami kończyli jakąś przestrogą. Na przykład pierwszego wieczoru poszliśmy na koncert muzyki neapolitanskiej w Castello Nuovo. Koncert skończył sie o 23 (nie o 3ciej nad ranem!), więc wcale nie tak późno, ale kiedy z niego wyszliśmy z zamiarem powrotu do hotelu, zaczęły sie schody... Juz siedzący koło nas podczas koncertu Neapolitańczycy na wieść o tym, że jesteśmy w ich mieście po raz pierwszy powtarzali jak mantrę "tylko uważajcie na rzeczy, miejcie oczy wokół głowy". 


Kiedy zaś na przystanku zapytaliśmy czekającego Włocha jak dojechać do naszego hotelu nie tylko zaproponował, że usiądzie blisko nas w autobusie "bo z nim jesteśmy bezpieczni", ale też poczekał z nami na tramwaj, do którego musieliśmy się przesiąść, a gdy tramwaj nie przyjechał, poszedł z nami na postój taksówek, żeby przypadkiem nic nam sie złego przez te parę metrów nie przydarzyło. Zdziwieni tego typu postawą mieszkańców następnego dnia zostawiliśmy w hotelu nawet obrączki... Zostawilibyśmy pewnie z rozpędu  i aparat (jak nam parę osób poważnie radziło), gdyby nie to, że wzięliśmy go po to, by robić zdjęcia w mieście, a nie w hotelu:)


Doprawdy dziwna jest ta atmosfera niepokoju, którą przesiąka się w Neapolu... Rezultat jest taki, że turyści raczej omijają to miasto (bardzo ich było mało pomimo sezonu i weekendu), a śmiałkowie, którzy do niego przyjeżdżają widza potencjalnego złodzieja w każdej napotkanej osobie. Zgodnie z radami rozglądaliśmy się bardzo uważanie i wniosek z obserwacji jest taki, że niczego dziwnego nie zauważyliśmy, nikt w naszej obecnosci nie krzyczał nawet "łapać złodzieja", nikt nie uciekał ze skradzioną torebką... 


Za to w zeszłym tygodniu w centrum Florencji, o której nikt złego słowa nie powie, widzieliśmy jak policjanci zakuwaja kogoś w kajdanki... Tak więc albo mieliśmy super dużo szczęścia (i odpowiednio dużo oleju w głowie, żeby nie zapuszczać się w ciemne zaułki), albo ta zła fama Neapolu jest nieco przesadzona. Jeśli zauważyliśmy brak pieniędzy w portfelu, to tylko dlatego, że w torbie przybyło pamiątek, a w brzuchach neapolitanskich przysmaków! Tak więc nie bójcie się Neapolu, zachowajcie środki ostrożności, które zachowujecie w każdym innym dużym miescie, ale nie dajcie sie zwariować!!!!


poniedziałek, 27 lutego 2012

12.02.27 Dramatyczna sytuacja w Pompejach


Czytaliście może tekst na gazecie.pl o Pompejach? Włoskie Obserwatorium ds. Dziedzictwa Kultury ostrzega, ze sytuacja jest ponoć dramatyczna, do stracenia nie ma ani jednej minuty. Więcej szczegółów tutaj.

Byliście może w Pompejach? Nam ciągle nie dało się tam dotrzeć, nie wiadomo czy zdążymy… 






piątek, 10 lutego 2012

12. 02. 10 Brava Szymborska!

Ciekawy artykuł poświęcony ulubionej poetce Włochów czyli naszej Wisławie Szymborskiej TUTAJ. 

Polecamy!

środa, 25 stycznia 2012

12.01.25 Specjalne pozdrowienia dla naszych Czytelnikow!

Mamy dla Was niespodziankę!

Okazało się, ze Fiorella podpisywała wczoraj wieczorem swoja płytę w księgarni La Feltrinelli przy piazza Piemonte w Mediolanie, a że Ewa akurat pojechała do Milano to udało się jej być na spotkaniu! Nie tylko będę mieć wiec płytę prosto z Włoch, ale w dodatku z autografem!


Fiorella opowiadała wiele o projekcie związanym z „Sud”. Jest to płyta zaangażowana, sami posłuchajcie, co artystka miała do powiedzenia swojej publiczności, która tłumnie zebrała się w księgarni. Ewie udało się nagrać kilka filmików, ale z powodu tłumów ledwo na nich widać Fiorellę, są za to dobrze widoczne czyjeś włosy...;) No ale nic to, zamknięcie oczy i posluchajcie, liczy sie to, co artystka miala do powiedzenia! Już po Biennale della Democrazia stwierdziliśmy, ze warto jej wypowiedzi podobnie jak jej muzyka dają wiele do myślenia.


O imigracji we Wloszech: 



Fiorella broni honoru Rzymu i swoich kozakow:)



A oto relacja Ewy ze spotkania:

Płyta, pomimo zaprzeczeń piosenkarki, jest zaangażowana politycznie, tak jak i zaangażowane było spotkanie w księgarni. Nie chodzi tu o wspieranie konktnej partii, raczej konkretnych idei.


Mannoia śpiewa o ludziach z biednych regionów swiata, od włoskiego południa począwszy, na krajach Afryki skończywszy. Śpiewa o imigrantach, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Wczoraj mówiła, ze procesów migracyjnych nie da się już zatrzymać, że są częścią naszej rzeczywistości i bedą nią już zawsze, bo ludzie, którym cieżko jest żyć tam, gdzie mieszkają, bedą zmuszeni do ciągłego przemieszczania się. 


W związku z tym artyska pyta z wyrzutem o to, gdzie są politycy, gdzie jest pomoc międzynarodowa? Na pytanie ile razy proponowano jej, aby startowała w wyborach, odpowiedziała: "Wiele razy. Ale to nie jest mój zawód, a ja kocham moją profesję i nie mogłabym jej porzucić." Zażartowała, że politycy częściej są w telewizji niż ona i że powinni zająć się rządzeniem, a nie komunikacją. Mannoia oskarżała o bezczynność głównie lewicę, która według niej zgubiła gdzieś po drodze swoje ideały. Narzekała, że we Włoszech ludzie są równi i równiejsi wobec prawa, i że to, za co karani są imigranci, Włochom, szczególnie tym z dobrą pozycją, często uchodzi na sucho.

Prowadząca spotkanie dziennikarka podkreśliła, że w tekstach piosenek dominuje słowo 'amore'. Nic dziwnego, to przecież Włoszka - powiecie. Tak, tyle że na tej płycie mowa jest o miłości do wszystkich, do drugiego człowieka, nawet jeśli jest inny niż my, różni się kolorem skóry, ubraniami, kulturą. Fiorella podkreślała jak wiele dała jej współpraca z muzykami z innych zakątków świata, którzy otworzyli jej oczy na bębny i rytm.


I nie są to puste słowa! Mannoia rusza w marcu w trasę koncertową, zaczynając od Neapolu. Każdy koncert będzie grany w wielkiej hali, ale nie dlatego, że artystka woli to od małego teatru. chodzi o to, że na scenie w każdym mieście do artystów dołącza młodzi ludzie, którzy dzięki sztuce mogli uciec od biedy, mafii, uniknąć złych wyborów. Mannoia dużo mówiła o fundacjach, które reedukują przez sztukę. To ich podopieczni bedą podczas kolejnych koncertów grać na perkusji, tańczyć, rapować...



A teraz niespodzianka: Ewie udało się dostać autograf, wymieniła tez z Fiorella parę słów o naszym blogu i piosenkarka postanowiła pozdrowić na naszej płycie także Czytelników bloga!!






wtorek, 24 stycznia 2012

12.01.24 Jest! Arcydzieło rodem z Południa!

No wiec jest! Tak jak obiecała, tak tez zrobiła: dzisiaj odbyła się premiera nowego albumu Fiorelli Mannoia, na ktorej Fiorella "śpiewa Południe". Płyta jest w całości poświęcona zbyt często zapomnianej, jak mówi artystka, muzyce południa. Fragmentów piosenek posłuchać możecie tutaj. Poprzez słowa niektórych, napisane przez Titina De Filippo, jedna z najlepszych aktorek teatru neapolitańskiego XX wieku, Fiorella składa specjalny hołd Neapolowi. Tam tez zacznie się w marcu jej trasa koncertowa. 

Plyta może być tez odebrana jako symboliczny, artystyczny koniec obchodów Zjednoczenia Włoch. Tworząc ja, Fiorella była przede wszystkim pod wpływem książki Terroni Pino Aprile, w której autor poprzez fakty historyczne przedstawia swoja wersje sytuacji społeczno-ekonomicznej del Meridione, ktora stała się w koncu problemem narodowym. W 2010 roku był to absolutny hit, sprzedano 250 tys. kopii. Jeśli macie ochotę, tutaj możecie przeczytać fragment książki. 

Muzyka jest bardzo ciepła, w tle słychać inspiracje Afryka, Fiorelli ukochana Brazylia i innymi krajami Ameryki Południowej. Polecamy bardzo, podzielcie się z nami Waszymi opiniami!

A na koniec, posłuchajcie samej Fiorelli, która najlepiej opowiada o tym, jak narodziła się idea tej płyty:



sobota, 21 stycznia 2012

12.01.21 Nowy album Fiorelli Mannoia

Pamiętacie nasze posty z zeszłego roku, na których wspominaliśmy o jednej z naszych ulubionych włoskich piosenkarek Fiorelli Mannoia?  Nadszedł czas, aby znowu zagościła na naszym blogu. W grudniu zeszłego roku wydała singiel „Io non ho paura”, możecie posłuchać go tutaj:


Fiorella powiedziała, ze singiel zapowiadał szybkie wydanie kolejnego albumu. Okazuje się, ze rzeczywiście nie trzeba było na niego długo czekać, premiera „Sud” zapowiedziana jest na 24 stycznia. Ewa jedzie akurat do Mediolanu w przyszłym tygodniu, wiec będziemy mieli świeżą dostawę muzyki prosto z Włoch.  Mannoia idzie z duchem czasu, jest bardzo obecna w nowych mediach. Dlatego tez, jeśli podoba się Wam jej muzyka, będziecie mogli kupić cyfrowe wydanie albumu przez Internet.


Premiera płyty zbiega się w czasie z premiera nowej strony internetowej artystki. Znajdziecie tam informacje o wszystkich wydarzeniach publicznych w jakich bierze udział. Czasami można na przykład posłuchać audycji z nią w radiu przez Internet. A jak pisaliśmy w relacji z Biennale della Democrazia, na którym mieliśmy przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z Fiorella w Teatro Regio w zeszłym roku, Mannoia zabiera często glos w debacie publicznej i nie boi się przedstawiać radykalnych opinii. Poczytać jej myśli i wejść z nią w bezpośredni kontakt w komentarzach można tez na jej blogu (część strony internetowej) i na facebooku. Zdecydowanie polecamy! 


środa, 7 września 2011

11.09.07 Koniec... a raczej początek!

Nasi Drodzy Czytelnicy!

Dlugo nas ostatnio nie bylo, ale kazdy ma prawo do wakacji :) Posileni promieniami slonca Hiszpanii wrocilismy juz do Paryza, gdzie wlasnie sie instalujemy w nowym mieszkaniu....

Nasz "Rok we Wloszech" dobiegl juz ostatecznie konca... Byl to absolutnie genialny i niezapomniany rok przygod, wielu wrazen i inicjatyw. Jedna z nich byl wlasnie ten blog, ktory cieszyl sie duzym powodzeniem, co sprawilo nam ogromna przyjemnosc.

Wracamy z Wloch przez Rzym, Turyn i Mediolan z dwoch kursow jezykowych oraz niespodziewanej mozliwosci niezlego poznania kolejnego regionu Wloch - Friuli Venezia Giulia. Wlochy pozostawily w nas duzo ziaren, ktore musza wykielkowac i postanowilismy z tego powodu nie konczyc naszego bloga po tym roku. Zgromadzilismy tyle informacji turystycznych, krajoznawczych, kulturalnych i jezykowych, ze postanowilismy tylko przeksztalcic bloga w nowy serwis - poswiecony wlasnie kulturze, jezykowi i poznawaniu Wloch. Nazwa pozostaje ta sama, ale informacje beda juz troche mniej reporterskie, postaramy sie miec wiekszy dystans w przekazywaniu ich.

Mamy nadzieje, ze pozostaniecie z nami? Ze bedziecie tu dalej zagladac? Co wiecej, ze powiecie o naszej inicjatywie Waszym znajomym italofilom i zachecicie ich do dolaczenia do grona naszych czytelnikow! Odwiedzajcie nas, pametajcie, ze bloga mozecie tez "obserwowac" logujac sie po prawej stronie. Mamy nadzieje na konfrontacje informacji o Italii, wymiane wskazowek, rad, autorow, destynacji... Jednym slowem idziemy AVANTI!

Do szybkiego napisania!


środa, 3 sierpnia 2011

11.08.03 Pozytywna energia dei Gemonesi

Jak już pisaliśmy jesteśmy teraz w Gemonie del Friuli, małej miejscowości w północno-wschodnich Włoszech i jesteśmy z dnia na dzień coraz bardziej pod wrażeniem energii, która rozpiera jej mieszkańców. Wszyscy są bardzo poważnie zaangażowani w sortowanie śmieci (każdy ma specjalny kalendarz z datami wywózki immondizzi poszczególnego typu), w Gemonie działa sporo stowarzyszeń, Uniwersytet Trzeciego Wieku, a mieszkańcy nie czekając na działania administracji sami porządkują tereny przy zniszczonym przez trzęsienie ziemi zamku. 




O większości akcji wiemy, bo jest w nie zaangażowana nasza gospodyni Franca, która nie dalej jak w poniedziałek zaprosiła nas na przedstawienie, oczywiscie ze swoim udziałem. Zobaczcie nasza Franke w akcji:



Poszliśmy na nie głównie z ogromnej sympatii do Franci, wyszliśmy z wiarą w ludzi i małe społeczności. Przedstawienie zorganizowało gemonskie stowarzyszenie historyczno-archeologiczno-kulturalne Ostermann, które znalazło w średniowiecznych, spisanych po łacinie archiwach miasta akta z procesu pewnej Margherity skazanej w połowie XV wieku na chłostę i banicję za rzekome czary. 





Spektakl miał miejsce pod wspomnianym zamkiem, który góruje nad Gemoną, co pozwoliło zbudować niepowtarzalną atmosferę. Pięciu lokalnych aktorów (w tym nasza Franca) bardzo sugestywnie z podziałem na role czytało akta sprawy, ilustrowane niemymi scenami teatralnymi z udziałem Margherity i tajemniczego mnicha. 




Byliśmy zaskoczeni profesjonalizmem tak lokalnych aktorów (żaden z nich rzecz jasna aktorem nie jest), jak i scenografii, doboru muzyki czy choćby nagłośnienia. 




Poza tym historię Margherity skomentowała rozlegle historyczka badająca rolę kobiet w średniowiecznym społeczeństwie Wenecji Julijskiej, co było bardzo pomocne w zrozumieniu spektaklum Dowiedzieliśmy się wielu bardzo ciekawych rzeczy o Gemonie XV-wiecznej. Pasjonujące!




Na spektakl przyszło jakieś 200 osób, wiec można go uznać za ogromny sukces. Tekst był recytowany po włosku z małym wyjątkiem zaklęć Margherity, które czytano w dialekcie. Tworzyło to ciekawy kontrast i nadawało całości autentycznego wyrazu. Nauczyliśmy się, że w małym miasteczku gdzieś w górach nie musi wiać nudą. 





Jeśli jego mieszkancy mają w sobie trochę energii i kreatywności, chcą lepiej poznać miejsce, z którego się wywodzą, to na nude nie ma ani trochę miejsca. Tak więc jeśli traficie w wakacje do takiego miasteczka gdzie na pozór nic nie ma, rozejrzyjcie się wokół siebie, popytajcie ludzi: może okaże się, że organizowane są ciekawe wydarzenia kulturalne na skalę lokalną, które szkoda by było przegapić. I na koniec Franka ponownie. pssst! Juz niedlugo wywiad z Franka o Friuli Wenecji Julijskiej! Franka jest absolutnie przebojowa, zobaczycie sami!




Ciekawskich wakacji!